Wywiad z Sebastianem Mączką

miniaturaSebastian Mączka należy do najmłodszych zawodników polskiej czołówki spławikowej. Pomimo młodego wieku może się pochwalić wieloma sukcesami zarówno w polskim GP, jak i na arenie światowej. Poniżej prezentujemy wywiad z brązowym medalistą MŚ Juniorów z Serbii, specjalnie dla Matchfishing.pl

 

 

 

 

 

MF - Od kiedy wędkujesz i kto zaraził cię tym hobby?

SM - Z rybami miałem styczność już od wczesnego dzieciństwa. Mój wujek jeździł na ryby, których jeszcze na początku lat 90-tych były ogromne ilości w Dunajcu oraz zbiorniku w Czchowie i Rożnowie, na których najczęściej wędkował. Do tego pełen przegląd gatunkowy. Niestety powódź z 1997 roku oraz postępująca eksploatacja zniszczyła te łowiska.  Zawsze czekałem jak wracał z ryb, żeby oglądać efekty jego połowów. Do dzisiaj to wspominam. Najbardziej lubił łowić okonie. Zaraz po powrocie szybko je czyścił i smażył na swojej działce na świeżym powietrzu. Pycha!! Wziął mnie ze sobą na ryby jak miałem 7 lat i od tego się zaczęła moja przygoda z wędkarstwem. Wypłynęliśmy łódką na zbiornik w Czchowie, wujek zarzucił mi wędkę i zaczął przygotowywać swoją. Mieliśmy oczywiście łowić okonie. Nie zdążył jednak rozwinąć swojej bo na mojej zameldował się leszcz, jak pamiętam około 50 cm. Potem były następne…

MF - Jakie jest twoje ulubione łowisko?

SM - Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, głównie z tej racji, że nie jestem jakimś szczególnym orędownikiem konkretnego gatunku ryby, łowionego w konkretnym rodzaju łowiska. By w pełni odkryć dane łowisko potrzeba lat. Niemniej do ulubionych łowisk zaliczyłbym na przykład Wisłę w Krakowie – w której można złowić naprawdę piękne ryby, różnorakich gatunków, a dodatkowo na moje miejscówki mam 10 km od miejsca mojego zamieszkania. Bardzo lubię łowić wiosną na Stawie Wolnego w Brzesku oraz Łowisku NWW w Brzesku, z którego pochodzę. Zaraz po zejściu lodów zaczynają brać tam piękne płocie, na przemian z karpiami, leszczami, linami… Świetne łowisko na zaspokojenie pierwszego apetytu wędkarskiego po zimie. W okolicach Krakowa mamy sporo innych przyjemnych łowisk (Zalew w Nowej Hucie, Kryspinów, Zesławice itd), z dużą populacją średnich ryb, na które również lubię się wybrać, jak mam mało czasu. Chyba również dlatego, że bardzo lubię łowienie szybkościowe, a do tego jest właśnie potrzebny bogaty rybostan, niekoniecznie wielkich ryb.

DSC09315 

 

MF - Jaka była najtrudniejsza woda na jakiej wędkowałeś?

SM - Oj sporo takich było. Pamiętam mistrzostwa świata juniorów w Chorwacji, rozgrywane w zbiorniku zaporowym. Upał przez cały tydzień i leszczaki, które za nic nie chciały się dać złowić i jedynie dawały szansę, gdy precyzyjnie łowiło się je z opadu. Po pierwszym dniu staliśmy słabo w klasyfikacji i na drugi dzień nasz trener postawił wszystko na jedną kartę i przygotował zanętę według swojej receptury, której nie spróbowaliśmy w ogóle na treningu. Zresztą po pierwsze nie było nic do stracenia, a po drugie i tak nic co wcześniej używaliśmy nie sprawdzało się szczególnie dobrze. Efektem tego zagrania było zwycięstwo drużynowe w drugiej turze. Trudnym łowiskiem była również rzeka Raia w Portugalii, w której trzeba było łowić karpie pod drugim brzegiem, pod zwisającymi gałęziami drzew. Do tego bez gruntowania, dawało się maksymalny grunt na jaki pozwalała długość odległościówki (najlepiej 4,5m) i do dzieła. A brania były takie, że ściągały wędkę z podpórek.

Do trudnych łowisk na jakich miałem okazję być zaliczył bym również kanał w Gandawie, w Belgii. Byłem tam z ekipą juniorów kilka lat temu. Wydawało by się, że skoro głównym celem są leszcze to poradzimy sobie jakoś z nimi. Niestety ryby zachowywały się specyficznie (głównie ze względu na rozgrywane tam non stop zawody). Przetrenowaliśmy różne warianty, ale żaden nie sprawdził się w szczególny sposób. Wcześniejsze informacje o tym łowisku zdawały się potwierdzać konieczność stosowania jasnych mieszanek. Z obserwacji czołowych ekip podczas treningów wynikało dokładnie to samo. Nikt nie używał czarnych mieszanek…no cóż nie do końca nikt. W sobotę w trakcie sprawdzania zanęt i przynęt poszczególnych zawodników naszą uwagę przykuli Serbowie…jako jedyna ekipa mieli czarną glinę…i wygrali pierwszą rundę. Do tego w większości rzucali zanętę spożywczą, a nie jak pozostałe ekipy głównie glinę. Anglicy w drugiej rundzie rzucili na przykład samą glinę, zabarwioną na czarno i wygrali tą turę. Jednak Serbowie byli zaraz za nimi. Dwie ekipy, jedna łowi zupełnie inaczej niż druga i zajmują kolejno pierwsze i trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Wydaje się, że wspólnym mianownikiem ich łowienia jest czarny kolor rzucanego towaru…ale całą koncepcję „psuje” ekipa San Marino, która zajmuje w klasyfikacji generalnej drugie miejsce, używając w równych częściach ciężkiej, wiążącej gliny oraz groboziarnistej zanęty w naturalnym kolorze. I proszę mi teraz znaleźć wspólny mianownik.

MF - W jakich metodach łowienia czujesz się najmocniejszy, a nad czym planujesz jeszcze popracować?

SM - Głównie w tych, które są szeroko stosowane – tyczka, bat, uklejówka. Pewnie gdyby łowiska, na jakich rozgrywane są zawody wymagały w większym stopniu zastosowania innych metod musiał bym im poświęcić więcej czasu.

MF - Jesteś młodym zawodnikiem, a mimo to lista Twoich osiągnięć jest co najmniej imponująca. Jakie sukcesy uważasz za najważniejsze w twojej karierze zawodniczej?

SM - Wygraną w każdych zawodach traktuję jako sukces.  Chociażby dlatego, że każde zawody wymagają przygotowania, zaangażowania czasu, nie wspominając o środkach pieniężnych. Poziom wędkarstwa w Polsce bardzo szybko się zwiększa. Trudno porównywać mój staż w zawodach, do wyczynowców będących ikonami polskiego spławika, ale mimo to widzę różnicę w poziomie zawodników  teraz, a w okresie jak zaczynałem starty, pod koniec lat 90-tych. Dlatego coraz trudniej osiągać czołowe lokaty. By to było możliwe potrzebne jest niemal perfekcyjne przygotowanie i idealne „wstrzelenie” się w warunki panujące danego dnia na łowisku, ponieważ konkurencja nie śpi. Dostęp do sprzętu ma każdy, to samo się tyczy zanęt oraz robactwa. Wiedza dotycząca wędkarstwa bardzo się „otwarła” głównie ze względu na firmy, które by promować swoje produkty sporo tej wiedzy przekazują w praktycznych poradach zamieszczanych w katalogach, czasopismach wędkarskich oraz w Internecie. Nie mniejszy wpływ ma ciągłe przemieszczanie się zawodników pomiędzy klubami, co prowadzi do rozprzestrzeniania się „praktycznej wiedzy”. Niemniej do sukcesów, które sprawiły mi najwięcej satysfakcji zaliczyłbym medale w Mistrzostw Świata (w tym najbardziej medal indywidualny), oraz medale z Mistrzostw Polski, zarówno indywidualnych jak i drużynowych.

 

DSC08335

 

MF - W jakim stopniu według Ciebie technika i umiejętności, a w jakim dobre losowanie decyduje o dobrym wyniku w zawodach?

SM - Dobrze dobrana technika oraz umiejętności są kluczem do sukcesu, ale ile by się człowiek nie przygotowywał i co by nie robił to w danym miejscu (lub przynajmniej rejonie) muszą być ryby, żeby móc je skutecznie łowić. Wg mnie bardzo dobrym posunięciem było zrobienie podsektorów na zawodach GPP. Analizując wyniki widać jak na dłoni, jak często w obrębie jednego dużego sektora są rejony słabsze i gorsze. Gdy rywalizujemy w słabszym podsektorze możemy wypracować z nim dobrą pozycję, a na starych zasadach, podczas gdy jedna połowa była mocniejsza od razu byliśmy skazani np. na walkę od 10 miejsca w dół tabeli, bez możliwości zawalczenia o lepsze pozycje. Do tej pory pamiętam jak jeszcze jako junior startowałem na zawodach GPP o Puchar Olsztyna na kanale Mioduńskim. Pierwszą turę wygrałem, łowiłem w lepszej „połowie” sektora. W drugiej rundzie polosowałem tą słabszą i byłem dopiero 16-ty. Oczywiście nic nie zmieniałem w stosowanej (i co najważniejsze) skutecznej technice z dnia poprzedniego. Dodam, że przetasowania na tych zawodach były takie, że wygrałem je z 17 punktami!

Reasumując losowanie na duże znaczenie w osiąganych wynikach, jednak są skuteczne metody niwelowania jego wpływu na wynik (jak chociażby podsektory czy wybieranie łowisk o jednolitym charakterze dna, równej linii brzegowej – bez zakoli, zatok itp,  gdzie chociaż teoretycznie ryby powinny być a miarę równomiernie rozmieszczone).

Niezaprzeczalny jest również fakt, że jak ktoś wylosuje świetne stanowisko i nie jest dobrze przygotowany do łowienia to ryby same na haczyk się nie nabiją.

Ale takie jest wędkarstwo wyczynowe i chcąc się nim zajmować musimy się z tym pogodzić.

MF - Jakich marek sprzęt preferujesz i na jaką tyczkę łowisz obecnie? 

SM - W nowym sezonie będę łowił na wędkę Sensas Power Match 64 XL. Ostatnie 3 sezony używałem wędek Power Match 774 i byłem z nich bardzo zadowolony – szybki i jednocześnie mocny kij. Również w zeszłym roku na rzekach stosowałem wędkę Power Match 764 Rivier i szczerze mogę ten kij polecić entuzjastom „ciężkiego” rzecznego łowienia, gdyż dla tej wędki nie ma rzeczy niemożliwych.

Jeśli chodzi o osprzęt i akcesoria to również używam produktów firmy Sensas – nie tylko ze względu na przynależność klubową, ale głównie wysoką jakość. Jeśli chodzi o haczyki to głównie modele 3012, 3532, 6110, oraz 3311 i 3430. Żyłki główne to Feelingi 0,10-0,16. Grubsze wybieram z serii Feeling Classic New. Na przypony Sensas Palmer – to co pisze na etykiecie jeśli chodzi o grubość i wytrzymałość w pełni pokrywa się z rzeczywistością.

Spławiki – zarówno Sensas jak i Gut-Mix -   dokładnie wykonane, z dobrych materiałów, pomalowane wytrzymałym lakierem – większość służy mi już kilka dobrych lat i dalej spełnia swoje funkcje, mimo intensywnego używania.

MF - Ile zajmuje Ci przygotowanie do startów przed każdą turą GPX polski? 

SM - W okresie zimowym staram się zawsze przygotować pod względem zestawów i przyponów – ale bez przesady. Warunki na łowiskach się zmieniają, pory roku, w których rozgrywane są zawody również, czy wreszcie rodzaje łowisk, na jakich wędkujemy w danym roku. Jeśli chodzi o gumy to również przed rozpoczęciem sezonu przygotowuję sobie ich pełne zestawienie.  Mam zawsze po 5 sztuk uzbrojonych szczytówek z gumami od 0,6mm do 1,4 mm – najczęściej wciągniętych w 3 części – nawet te cienkie. Guma z dłuższego odcinka zupełnie inaczej pracuje niż gdy jest wciągnięta np. w 2 części. Oczywiście w trakcie sezonu często dokonuję „przeglądu jakości” uzbrojonych szczytówek. Dzięki takiemu przygotowaniu przed zawodami GPP, kiedy w dniach poprzedzających wyjazd nie ma czasu na takie czasochłonne zajęcia jak wspomniane wyżej, bo trzeba nadrobić zaległości codziennych obowiązków, które się nazbierają w trakcie wyjazdu. Będąc przygotowany sprzętowo mogę się skupić na zbieraniu informacji od kolegów, którzy w okresie poprzedzającym zawody wędkowali na danym łowisku, przeanalizować ich spostrzeżenia, przemyśleć co należy sprawdzić, ile i jakiego robactwa zamówić na trening i na zawody. To samo tyczy się zanęt i glin. Ryby są jednak nieprzewidywalne i pod wpływem rzeczywistości zastanej na łowisku należy dopracować szczegóły, wybrać najskuteczniejszą taktykę, najlepsze konstrukcje zestawów, sposób nęcenia itd.

MF - Czy zimą analizujesz starty i wyciągasz wnioski na kolejny sezon? 

SM - Wnioski najlepiej jest wyciągać bezpośrednio po zawodach. Z czasem pewne szczegóły lubią uciekać, szczególnie jak dużo startuje się na zawodach, i potem będzie trzeba ponownie dochodzić do tych samych rzeczy, do których doszło się już wcześniej, tracąc niepotrzebnie czas.

MF - Jakie metody wędkarstwa poza wędkarstwem wyczynowym lubisz najbardziej?

SM - Od jakiegoś czasu staram się praktykować różne metody wędkarstwa. Po pierwsze dlatego, że każda metoda ma w sobie coś interesującego (i co najważniejsze skutecznego) i aby ją skutecznie wykorzystać trzeba nad nią popracować. Po drugie łowienie każdego gatunku ryb pozwala lepiej poznawać zachowania ryb oraz wzbogaca nasze doświadczenie. A po trzecie dla mnie polowanie na różne gatunki ryb (szczególnie inne od białych ryb, które łowię przez większą część sezonu) jest po prostu bardzo interesujące. Najbardziej lubię spinningować za sandaczami na zbiornikach zaporowych. Potrafię spędzić na łódce cały dzień, byle, żeby zaliczyć kilka „pstryknięć” na delikatnej sandaczowej wklejance.

 MF - Czy masz jeszcze jakieś inne hobby?

SM - Wędkarstwu poświęcam najwięcej czasu. Ryby jednak czasami przegrywają (szczególnie jesienią) z grzybobraniem. Podobnie jak mieszać zanęty lubię też gotować.  

DSC05716

 

MF - Wszyscy wiemy, że starty w zawodach pochłaniają masę czasu. Czy ciężko Ci pogodzić starty w zawodach z pracą?

SM - Starty w zawodach mają niestety to do siebie, że wymagają ogromnej ilości czasu, na treningi, przygotowania, dojazdy. I intensywne starty w zawodach nie były by możliwe gdyby nie przychylność mojego pracodawcy, za którą jestem niezmiernie wdzięczny.

MF - Wiele mówi się o wielkiej roli komunikacji w drużynie. Jakie znaczenie ma to dla Ciebie przed ważnymi zawodami i jak ma się to do późniejszych wyników.

SM - Komunikacja w drużynie zarówno podczas zawodów jak i treningów ma kluczowe znaczenie. Współpraca trwa jednak cały rok, a szczególnie nasila się na kilka dni przez zawodami – polega na zbieraniu i przekazywaniu sobie pozyskanych informacji czy wreszcie zebraniu koncepcji i ich stosownym rozdzieleniu podczas treningów. Po każdym treningu trzeba wymienić spostrzeżenia, wykluczyć te rzeczy, które nie przyniosły lub przyniosły marne wyniki, ewentualnie zmodyfikować koncepcje, które „wypaliły” oraz zaplanować kolejny trening. Bo najczęściej niewielkie różnice w podaniu zanęty, jej przygotowaniu i sposobie łowienia mają ogromny wpływ na końcowy wynik.

MF - Jakie swoje cechy uważasz za główne atuty, które pomagają Ci osiągać sukcesy w sporcie wędkarskim.

SM - Hmm, może zacznę od tego, że trzeba to po prostu lubić. Tak jest ze wszystkim. Jak człowiek lubi coś robić, będzie się nad tym skupiał i dążenie do osiągnięcia dobrych rezultatów będzie mu sprawiało satysfakcję. Osobiście jak coś robię lubię, nie lubię tego robić na opak. Dlatego zawsze jestem dobrze przygotowany przed zawodami. Przykładam dużą uwagę do szczegółów, a porażki nie działają na mnie zniechęcająco tylko wprost przeciwnie - motywują.

MF - Czy twoim zdaniem sport wędkarski w Polsce rozwija się prawidłowo, czy też można byłoby coś ulepszyć?

SM - Wędkarstwo wyczynowe rozwija się bardzo szybko. Niemniej niepokojące jest mierne zainteresowanie tym hobby młodych ludzi. Wędkarstwo przegrywa z konkurencją innych form spędzania wolnego czasu – wygodniejszymi, niewymagającymi wstawania o świcie, czy wreszcie wynikającymi z prostych zasad psychologii społecznej – wszyscy to robią, więc ja też będę. Wędkarstwo jest dalej traktowane w Polsce jak czysty łut szczęścia i większość ludzi odnosi się do tego z przymrużeniem oka. A powiedz komuś o zawodach wędkarskich, to usłyszysz najpierw śmiech, potem pytanie co to jest, a jak już wyjaśnisz to usłyszysz, że przecież to tylko od szczęścia zależy. Nie prawdaż?:) Poza tym nie da się ukryć, że wędkarstwo sportowe jest drogim sportem.

Obecnego trendu nie będzie łatwo wg mnie zmienić – wymagało by to zaangażowania wielu środowisk i wreszcie ogólnodostępnych łowisk, bogatych w ładne ryby. Bo jak młody człowiek będzie bez końca łowił ukleje, płotki i okazjonalnie ładniejsze ryby (jak to ma miejsce na zawodach w Polsce) to wątpię, żeby znalazł w wędkarstwie coś interesującego.

MF - Co według ciebie powinno się zmienić w istniejącym regulaminie sportu wędkarskiego?

SM - Nasz regulamin jest w znacznej mierze dostosowany do regulaminu CIPS, więc nie ma za bardzo co w nim zmieniać. Na pewno zmienił bym sposób rozgrywania zawodów – oddzielił poszczególne kategorie od siebie. Zaraz wszyscy powiedzą, że to doprowadzi do kresu wędkarstwa juniorów i kobiet, którzy w wielu przypadkach łowią tylko dlatego, by drużyna była kompletna, na siłę. W kategorii zmian w regulaminie GPP jest to temat tabu, z tą różnicą, że o nim się mówi, tylko każdy ma swoje koncepcje i nie sposób ich wszystkich pogodzić. Może nie będę się wypowiadał co do moich pomysłów. Temat jest pilny i w moim odczuciu wymaga by wreszcie się nim zajęto nie tylko w rozmowach. A w szukaniu rozwiązań na pewno pomogło by przyglądnięcie się rozwiązaniom w innych krajach.

Drugi temat który wybitnie został uwypuklony w tym roku to terminy organizacji zawodów i łowiska. W przypadku każdych zawodów GPP powinno być wskazane łowisko rezerwowe, nie należące do tego samego systemu wodnego, co pierwotnie zaplanowane. Bo jak na jednym jest powódź to będzie i na drugim jeśli jest to np. kanał służący do kontrolowania przepływu wody na rzece.

Jeśli chodzi o terminy to wskazane byłoby przykładanie do nich większej uwagi. Powszechnie wiadomo, że na każdym łowisku są okresy lepsze i gorsze. Łowisk nam nie brakuje i w moim odczuciu w pełni możliwe jest takie dobranie terminów, by w danym okresie były na danym łowisku ryby (były –znaczy żerowały na swoich stałych miejscach a nie były np. na określonym obszarze łowiska, bo termin zawodów pokrywa się z ich tarłem i jedzenie jest wtedy ostatnią rzeczą o jakiej myślą).  Większość zawodników narzeka na fatalne wyniki, jakie są osiągane na zawodach GPP. Sam również tak uważam. Co rok łowi się coraz mniej ryb. Dlaczego np. w terminarzu zawodów nie może się pojawić jezioro Maltańskie z silną populacją karpia. Nie dość, że zawodnicy mieli by okazję potrenować siłowe hole oraz samą technikę łowienia tych ryb – tak popularnych w całej zachodniej Europie, to o ile więcej postronnych osób zmieniło by zwoje zdanie na temat wędkarstwa obserwując czołowych polskich zawodników. Jeśli nie będziemy rozgrywać zawodów na takich wodach, to stereotyp wędkarza w mniemaniu Kowalskiego nie zmieni się przez długie lata – dalej będzie to zarośnięty, ubrany w najgorsze szmaty i gumiaki facet, popijający tanie wino z kolegami i czekający, aż może wreszcie coś mu się uwiesi na haczyku.

MF - Kto z zawodników krajowych lub światowych jest dla Ciebie wzorem?

SM - Za wzór traktuję narodową drużynę angielską – po pierwsze ze względu na nienaganną technikę, po drugie prostotę podejścia do łowienia a zarazem świetne przygotowanie techniczne i taktyczne.

MF - Jakie stawiasz sobie cele na nowy sezon?

SM - Starać się osiągać jak najlepsze wyniki na zawodach GPP, dalej polować na duże leszcze (na razie największy to 5,15kg), w czerwcu oraz jesienią poświęcić więcej czasu niż w tym roku sandaczom i pewnie już nie będzie czasu, ale spróbować zapolować na wiślane sumy.

DSC09376

MF - Dziękujemy za rozmowę i  życzymy powodzenia z tymi wielkimi leszczami oraz w całym sezonie 2011.

SM - Dziękuję również

 
Komentarz w tym Artykule
Musisz Zalogować się lub Zarejestrować aby wziąć udział w tej dyskusji.