| Dogonić Europę... |
![]() Polski spławik pomimo dość dynamicznego rozwoju nadal ma wiele bolączek.Trudno liczyć na dużego sponsora dla drużyny (przykład WKS Kraków, który awansował I ligi GPX Polski), o indywidualnym początkującym zawodniku bez klubu nawet nie wspominając. W sporej ilości okręgów szkolenie młodzieży leży, bo w dzisiejszych czasach trudno bez pieniędzy to zorganizować. Same imprezy GPP też do tanich nie należą, a przez monotonię marnych łowisk mało uczą i nie wymuszają rozwoju. Potwierdzi to wielu zawodników, którzy startują tam nieprzerwanie od dawna. Nadal nie jest wykorzystywany potencjał okręgów w organizacji lokalnego wyczynu. GPP działa autonomicznie, zawody komercyjne są niezależne, a dawne Grand Prix okręgów sprowadzono do roli imprezy towarzyskiej. Natomiast zawody komercyjne od kilku lat cieszą się sporym zainteresowaniem. Liczna grupa bardzo dobrych zawodników odpuściła sobie zawody GPP na ich rzecz. Na podstawie powyższych faktów można wyciągnąć kilka wniosków.
Reorganizacja rozgrywek
Bardzo dobrym posunięciem jest podział na rejony zawodów eliminacyjnych GPP. Nadal jednak jest pewien kłopot z nierównością okręgów pod względem poziomu i liczby zawodników. Może być tak, że łatwiej będzie awansować z rejonu X niż Y... Powinniśmy zacząć od zmian w samej strukturze okręgów, a mianowicie od zmniejszenia ich ilości i dostosowania ich do podziału obecnego terytorialnego kraju. Oczywiście w przypadku ostrego zagęszczenia klubów i zawodników można byłoby to odpowiednio dostosować. Są okręgi gdzie na mistrzostwach okręgu startuje kilkunastu zawodników, a na innych kilkukrotnie więcej. Zawodnicy z tych słabszych okręgów mają względnie opanowane 2-3 wody i jak przychodzi do startu z najlepszymi np przy wyjeździe na MP często sobie nie radzą. Nasz sport wymaga myślenia i dużej ilości treningów w różnych miejscach, przy zastosowaniu jak największego wachlarza metod. Niestety o tym nasi działacze często nie myślą. Dlatego też odległościówka i bolonka to coś, co przeraża wielu polskich wyczynowców. Władze natomiast na ogół udają, że te metody nie istnieją...
W przypadku okręgu należałoby się zastanowić jak miałby wyglądać system eliminacji do Mistrzostw Polski. Czy miałoby to być GPX okręgu (kilka tur) czy pojedyncze mistrzostwa okręgu. Zasada ta powinna być jasna i klarowna dla wszystkich okręgów!
Mamy również sporo absurdów w najważniejszych Polskich zawodach. Plany reorganizacyjne jakie ogłoszono zakładają (i słusznie) zmniejszenie liczby drużyn, a co za tym idzie zawodników w I lidze. Jest to bardzo uzasadnione z uwagi na powazny niedobór łowisk mogących pomieścić obecne gromady uczestników. mniej zawodników = możliwość rozgrywania imprez na większej liczbie łowisk = rozwój umiejętności uczestników
Przynajmniej 70% zawodów z cyklu GPP powinno być rozgrywane co roku na innych wodach! W kalendarzu zawodów powinno być po jednym zbiorniku wymuszającym stosowanie odległościówki i bolonki, a także jeden zbiornik, gdzie dominowałby karp jako główna ryba zawodów. Taka organizacja ma same zalety. Wygrywa nie najlepszy „dłubacz jazgarzowy”, a zawodnik wszechstronny. Poza tym tylko w ten sposób można wybrać i przygotować czołowych wyczynowców pod kątem reprezentacji, która ma łowić na najwyższym światowym poziomie. Nadal nie wiemy nic na temat planów co do drużyn mieszanych. Taki twór jaki mamy nie występuje chyba nigdzie w Europie. Jeśli i tu ktoś zechce reformować to wskazana jest wielka doza rozwagi i dalekowzroczności. Oddzielenie kobiet i juniorów niestety może pociągnąć za sobą regres w tych grupach. Kluby biłyby się wyłącznie o laury w lidze seniorów, a ligi juniorskie i kobiece traktowały po macoszemu. Chybaże zastosować odpowiedni mechanizm zabezpieczający przyszłość naszych Pań i Latorośli. Np ustanowić przepis, który ZMUSZA klub do wystawianiazawodników i zawodniczek w każdej z kategorii. W przeciwnym wypadku traci on legitymację do startu w GPP.
![]() Ograniczenie kosztów Limity robactwa na GPP to sprawa oczywista i powinny być identyczne z FIPSED, podobnie jak regulamin zawodów wędkarskich. Natomiast może warto rozważyć, aby II liga, MO, czy MK miały większe ograniczenia, bo nie każdy jest w stanie wydać fortunę na robactwo. W tych zawodach obok zawodników z polskiej czołówki (a tak należy rozumieć uczestników GPP), startują wędkarze „klasy okręgowej”. To oni stanowią tam największą grupę i częstokroć kupno 5 paczek zanęty po 20zł każda i pełnego limitu robactwa (w tym np.0,5l ochotki hakowej) jest dla nich o tyle nieosiągalne co bezsensowne. Może w tej sytuacji uzasadnione byłoby zmniejszenie limitów zanęt i przynęt na zawody niższej rangi?
Koszty generują nie tylko zanęty i przynęty. Również organizatorzy potrafią być wyjątkowo „chłonni”... Czy naprawdę organizacja zawodów I czy II ligi wymaga pobierania opłat startowych w wysokości 230 zł od zawodnika? Częściowa komercjalizacja GPP
Skoro o wpisowe na GPP mowa... Jego wysokość jest niewspółmiernie wysoka w porównaniu do tego co te imprezy oferują. Nie ma się co oszukiwać, że organizacja tych zawodów pociąga koszty tak wielkie jak wynikałoby z przemnożenia wpisowego przez liczbę startujących. Gdyby tak było, to na każdej edycji do wygrania byłyby co najmniej dobrej klasy tyczki! Oczywiście każdą kwotę można przepuścić na liczne „niezbędne” cele, i to w świetle prawa. Faktura, ups... miało być: papier wszystko przyjmie..
Jak to wygląda w tej chwili? W 2011 roku było 25 zespołów. Każdy z nich liczył 5 zawodników. Nie doliczając indywidualnych daje to 125 uczestników każdych zawodów.
Organizator zapewnia: obsługę sędziowską, pucharki, medale, „nibyupominki” i zabezpieczenie brzegu – cokolwiek przez to rozumie. Ile to powinno w normalnych warunkach kosztować?
Sędziowanie wymaga tak naprawdę niewielkiej, sprawnej ekipy. Zakładając jednak dość rozbudowany aparat nadzoru zawodników przyjmijmy że będzie to 3 sędziów „głównych” i po 3 sędziów w każdym z sektorów. Daje nam to 18 ludzi. Każdy z nich pojawia się na łowisku 3 razy (trening oficjalny i dwie tury zawodów). Bez wnikania w rzeczywiste rozliczenia, delegacje itd., przyjmując przeciętną dniówkę 100zł otrzymujemy koszt obsługi sędziowskiej w wysokości 5400 zł. Załóżmy z marginesem bezpieczeństwa że będzie to 6000 zł. Puchary powinna otrzymać najlepsza trójka zawodników w każdej z kategorii, w klasyfikacji po dwóch turach. Dodatkowo mogą to być też zwycięzcy sektorów. Daje nam to 19 pucharków. Zakładając, że kupujemy je przeciętnie po 100 zł/sztukę mamy 1900 zł. Do obliczeń przyjmiemy jednak 2000 zł.
Medale zwykle nie wyglądają na kosztowne... 10zł/sztuke daje prawie 200 zł
Upominki - w przypadku imprez PZW to raczej gadżety reklamowe, z których chyba lepiej w ogóle zrezygnować. Na imprezach GPP organizatorzy niekiedy wspaniałomyślnie zapewniają posiłki. W myśl ZOWSK nie muszą tego jednak robić. Przeciętna firma cateringowa za 12 zł przywozi pełne II danie. 125 x 12 x 2 = 3000 zł. Co ciekawe na niektórych imprezach podobno trzymano wędkarzy „o suchym pysku”. Zawsze to taniej... Ile zatem powinna kosztować organizacja jednych zawodów GPP na kształt tego co oferuje PZW? Ta kwota to ok 11200 zł A oto druga stronę równania tj wpływy. Przy 125 zawodnikach (co jest liczbą zaniżoną) i opłacie startowej 230 zł łączna suma przychodów z każdej imprezy to ok... 28 750 zł.
Komentarz jest w tym miejscu zbyteczny. Zawody GPP to dojna krowa dla okręgów, które je zechcą zorganizować. To dlatego niektóre z nich pazurami trzymają imprezę, pomimo że ich łowiska nadają się na zawody tak samo jak przydrożny rów po burzy!
![]() Co z tym fantem zrobić?
Po I należy wreszcie przejść od modelu monopolistycznego do konkurencyjnego. Każde z Cyklu GPP powinno mieć tytularnego organizatora – sponsora, który pokryłby cześć kosztów organizacji oraz nagrody – coś na wzór ubiegłorocznego GPP we Wrocławiu markowanego przez Fiume. Krok dalej mamy cykl imprez organizowanych wyłącznie przez firmy i kluby. PZW miałoby jedynie uznać serię za oficjalne GPP i na jej podstawie wyłaniać kadrowiczów.
Firmy wędkarskie zyskałyby narzędzie reklamy, na czym skorzystaliby sami zawodnicy. Każdą imprezę robiłby kto inny, a jak wiadomo konkurencja podnosi jakość. Żaden organizator nie pozwoliłby sobie na wynajęcie niekompetentnych sędziów, czy kuriozalnie śmieszne „nagrody”. Prywatni przedsiębiorcy tej branży dobrze wiedzą, że imprezy w formule non profit to najlepsze rozwiązanie, bo zarabia się nie na nich, a na sprzęcie który kupują zawodnicy śledzący poczynania uczestników. Same zawody to wydarzenie medialne, rozgłos i samonapędzająca się reklama.
Problem jednak urzęduje na ul. Twardej i nie kwapi się do tej kluczowej zmiany. Ciekawe dlaczego, skoro wpisowe z GP zostaje w okręgu. Przynajmniej teoretycznie... Tomek Bronicki
Daniel Noch
|

