WKS Kraków – nasza droga do I ligi GPP

ekipaGPP to dwie ligi. Do I wchodzi 5 najlepszych zespołów II ligi i 5 z niej spada. W zawodach taj rangi każdy z nas już łowił i wiadomo było, że na imprezy ogólnopolskie jeżdżą zawodnicy, którzy już jakiś poziom osiągnęli i generalnie nie będzie łatwo…






Obsada:

Klub WKS Kraków wyłonił drużynę na podstawie wyników Krakowskiej Ligi Okręgowej w 2010 roku. W jej skład weszli:

Mariusz Lejda vel „Marian” – kapitan, najstarszy, najbardziej doświadczony z nas
marian mini

Marek Dubis vel „Student” – tak naprawdę już od dłuższego czasu po studiach; jego mocne strony to nieszablonowe myślenie, spostrzegawczość i… zawsze dobry humor
student mini1

Tomek Bronicki vel "Bronek" – niżej podpisany
Ja mini

Magdalena Idziak – nasza kobieta, zafascynowana wyczynem aż miło
magda mini

Łukasz Flaga – niezawodny junior
Łukasz mini

 

nasza "Obstawa":

Mateusz Oktabski – niezastąpione zaplecze techniczne i „oficer łącznikowy”; załatwiał robaki, szpiegował, wspierał radą i… dowoził kanapki
mateusz mini


Grzegorz Flaga – ojciec i trener Łukasza

Marek Idziak – ojciec i trener Magdy



Wstęp

     Jeśli tylko łowisko jest w miarę równe zawodów nie wygrywa się w dniu imprezy. Te dwa dni zmagań to tak naprawdę zwieńczenie przygotowań, efekt wcześniejszych ustaleń, wynik treningów i pracy całego zespołu. Pracy, która zaczyna się nawet miesiąc przed zawodami. Najpierw uruchamialiśmy wywiad. Nasi przyjaciele i znajomi z różnych zakątków Polski byli bombardowani mailami i telefonami. Przeglądaliśmy zdjęcia i wyniki ze Słoku i Topoli – łowisk, gdzie rozgrywane miały być imprezy eliminacyjne. Wszystko po to żeby ustalić główne warianty nęcenia i łowienia na tych wodach, tak aby na treningach jedynie eliminować najmniej skuteczne z nich, a nie szukać po omacku. Następnym krokiem była logistyka. Zamawianie całych pudeł i worów zanęt i ziem, szukanie kwater, zapewnienie świeżych przynęt nie tylko na zawody ale i treningi. A wszystko to nie dla jednej a dla 5 osób + „obstawa”!

Wreszcie przychodził dzień wyjazdu…



Odsłona I – Słok


bel10

     Na łowisko przyjeżdżamy już w czwartek 20 maja. Żeby odbyć dodatkową sesję treningową wszyscy o godzinie 10 meldują się nad wodą. Tylko ja docieram później, bo w imię dobra wspólnego zobowiązałem się załatwić zezwolenia na wędkowanie. Gdy dojeżdżam, kombajny już stoją. Szybkie mieszanie w kotłach i można nęcić. Nie kombinujemy ze składem zanęty. Sprawdzamy za to 3 warianty jej podania, różniące się ilością spożywki i mięsa. Od pierwszych wstawień zestawu wiadomo, że jest dobrze. Płocie – bo to one na Słoku są gatunkiem najważniejszym, biorą bardzo dobrze. W międzyczasie sprawdzamy różne zestawy, donęcanie, strzelanie przynętami etc. Okazuje się, drużyna WKS Kraków bije na głowę całą okolicę. Wyniki naszego treningu zaczynają się od 4 kilo. Student kończy na 11… Sąsiedzi w znacznym promieniu od nas mają tylko pojedyncze płotki. Przewaga w zanęcie? Dobre mięso? A może zdecydowało wylosowanie „kuszetki”? W końcu za plecami stał jałowiec… Do dziś zagadka pozostała nierozwiązana.

bel5

     W piątek nasze stanowiska leżą 200 m dalej. Pełni optymizmu wrzucamy towar do wody. Niestety zapał nie wystarcza, gdy ryb w wodzie nie staje. Złowienie 8-10 płoci w regulaminowym czasie okazuje się naszym średnim rezultatem. Przestoje ciągną się w nieskończoność. Dobry nastrój nas jednak nie opuszcza. Dłuuuuga przerwa w braniach, nuda... Raptem rzucam w powietrze: „…nie brało, nie brało i PRZESTAŁO!”. Wszyscy ryczą ze śmiechu, a tekst staje się kultowy. Nasze założenia zanętowe jednak wydają się słuszne i nie pozostaje nic innego jak spakować się i czekać na sobotnią turę. Na kwaterze omawiamy taktykę, zastosowane zestawy, ilość i rodzaj podanych zanęt, glin i robactwa. Szykujemy wszystko tak, żeby rano było gotowe.

bel2

     W sobotę rozjeżdżamy się do swoich sektorów. Niefortunny przepis zakazuje używania środków łączności, dlatego informacje będzie nam przekazywał Mateusz. Po pierwszej godzinie wstępne wieści. Marian „niszczy” konkurencję. Ma sporo płoci i… leszczyki, Student przeciętnie, ja – podobnie, na szczęście nie odstaję od boków. Magda też ma ryby. Najspokojniejsi jesteśmy jeśli chodzi o wynik Łukasza. Nasz junior wylosował otworek i łowi ryby od początku. Z czasem sytuacja się klaruje. W III godzinie wiadomo, że Marian „idzie na jedynkę”, Marek zaczyna łowić leszczyki, junior sieje postrach w swojej kategorii, a kobieta radzi sobie co najmniej przyzwoicie. Tylko ja się wystrzelałem. Ryby biorą coraz słabiej, przestoje są coraz dłuższe. Sąsiadom płotki też nie dopisują, ale o dziwo łowią po kilka… leszczyków! Skąd u licha leszczyki na Słoku?!

     Po pierwszym starciu mamy dwie jedynki (Marian i Łukasz) dwie czwórki (Student i Magda), oraz moją nieszczęsną „13”. Mimo to drużynowo jesteśmy na pierwszym miejscu i to jest najważniejsze.

     Odtąd przestajemy grać z pozycji outsidera, ale lekka presja działa na nas jeszcze bardziej mobilizująco.

bel6

     W niedziele wrzucamy kule i zaczynamy rozgrywkę na nowo. Narada po pierwszej turze zaowocowała zastosowaniem pewnej sztuczki Studenta i wszyscy mają ryby nieomal w pierwszym wsadzie. Co jakiś czas odławiamy ładne płocie. Po godzinie przychodzi do mnie Mateusz. Szybki meldunek: „Jak tak dalej pójdzie Marian znów „ogoli” sektor, Łukasz prowadzi, Magda też łowi. Tylko Student ma 2 ryby”. Ja wygrywam z bokami i wygląda to nieźle. W II godzinie pogoda płata figle, zbiera się na burze. W oddali widać paskudną chmurę, która idzie prosto na nas. Słuchać grzmoty, aż wreszcie sędzia przerywa zawody. Po kwadransie znów wznawia, ale tylko na chwilę, bo wydaje się że burza jest coraz bliżej. Pakuję się z poczuciem „jest nieźle”. I faktycznie! Marian rozjechał konkurencję, Łukasz – podobnie, Magda – 6, Ja – 4, Student ma pecha, bo łowi 630 pkt, a nad nim są wyniki 635, 640, 670… jedna ryba i byłby co najmniej 5, ostatecznie ląduje na 10 miejscu. Tak to bywa w tym sporcie. Ale najważniejsze: wygrywamy drużynowo!

druzyna2

Indywidualnie triumfuje Marian!

bel9

... i Łukasz

bel8

Do Krakowa wracamy z przyjemnym poczuciem mocy. Na ziemię sprowadza nas Mariusz: „Przecież to dopiero połowa!”. Ma rację…



Odsłona II – Topola


widok topola

     Spotykamy się w czwartek rano w Wałbrzychu. Łowisko jest przepiękne. Kamienista plaża pod stopami, góry po drugiej stronie i mewy krzyczące nad głowami tworzą niepowtarzalny klimat. No i te wielkie lechy w wodzie, widziane oczami naszej wędkarskiej wyobraźni… Pierwszy trening niestety przynosi otrzeźwienie. Z rybami jest KATASTROFA. Nie ma na hakach nic poza wymoczoną ochotką! Około 40 zawodników, którzy są nad wodą łowi razem jednego jazia. Drużyny zwijają sprzęt i znikają jedna po drugiej. W pewnym momencie spostrzegam w polaroidach drobne rybki przy brzegu… Czekam aż wszyscy pojadą i wyjmuję z auta komplet bacików. Mieszam trochę zanęty z awaryjnej paczki trabucco i po chwili zaczynam łowić uklejki.

ukleja

     Ryby żerują, dosyć regularnie, co sprawdzam w dwóch miejscach. Najważniejsze, że są! I to w łowisku, gdzie o uklejach nawet się nie myśli. Zaskakujące, bo nikt z naszych informatorów nawet o tym nie wspomniał. Na Topoli łowi się przecież leszcze, czasem płocie, a tu drobnica! Mamy z tym pewien kłopot, bo nasze zapasy zanęty powierzchniowej są bardzo marne. Ratuje nas Mateusz, który na czas dowozi towar, bez którego uklejowanie mija się z celem.

     W piątek założenia treningowe mamy proste:
a) przez 99% czasu łowić tyczką lub odległościówką – zależy jak komu idzie matchówka
b) nie rozkładać uklejówek – żeby konkurencji niepotrzebnie nic nie sugerować;

c) sprawdzić topem z zestawem uklejowym czy rybki przyjdą, złowić jedną i… tyle
Wszyscy ukleje dostają, ale średniej ryby nie łowi żaden z nas. Dobiegają nas jednak słuchy o pojedynczych leszczach, co więcej podobno są dwie drużyny, w których po rybie złowili wszyscy… Czy leszcze wreszcie zaczną jeść? Podobno to łowisko „rozkręca” się z czasem. Pytanie, czy zdąży się rozkręcić w czasie zawodów?

topola

     W sobotę łowimy ukleje, a co jakiś czas sprawdzamy tyczkę/odległościówkę. Często donęcamy, bo woda pchana wiatrem przemieszcza się dosyć szybko, a łowisko jest płytkie. W połowie tury przychodzi do mnie Mateusz. Dowiaduję się, że Magda i Łukasz równo odławiają drobnicę, a Student dostał dodatkowo niewielkiego leszczyka. Marian nie ma w łowisku uklejek i próbuje złowić coś z tyczki. Ja dosyć regularnie łowię drobnicę i do końca tury mam jej około kilograma. Na koniec stawiam wszystko na jedną kartę. Postanawiam poświęcić pół godziny tylko tyczce. Wstawiam 3 gramowy zestaw (! – łowisko ma 1,2m). Cały przypon z hakiem pełnym ochotek kładę na dno i czekam… W pewnym momencie spławik się chowa. Kontrolne zacięcie i oczom nie wierzę. MAM RYBE! Pewny, ale ostrożny hol i leszcz – kilówka ląduje w podbieraku. Szybki wyjazd kubkiem z mięsem i w nadziei na powtórkę wstawiam zestaw jeszcze raz. Mija 5 minut i spławik znów jedzie po powierzchni. Tym razem ląduję ładnego jazia. Rozlega się sygnał końcowy. Ważenie. Jestem 3. Student – 5, Marian -10, Magda i Łukasz dokładają po 4 punkty. Drużynowo wychodzimy przyzwoicie. Trzecie miejsce z 4 punktami straty do liderów z Legnicy daje dobrą pozycję do niedzielnego ataku. Co ciekawe mamy dopiero siódmą wagę łączną. Łowimy punkty, a nie ryby, bo drużynie to one są najbardziej potrzebne.

p1010771

     Ostatnia tura przynosi dramatyczne zmiany pogodowe. Chwilami kropi deszcz, a do tego wieje porywisty wiatr. Fala załamuje się jak na morzu. Nie sprzyja to regularnemu łowieniu uklei. W pewnym momencie muszę zeskoczyć z kombajnu i ratować tyczkę, która oparta między wąsami, a pokrowcem (zamiast rolek) wygina się w napięty do granic możliwości łuk.

     Walcząc z naturą łowię 415 gram wypracowanej drobnicy, sporo czasu marnując na próby złowienia większej ryby z tyczki. Jak się okazuje wystarcza to na trzecie miejsce. Reszta ekipy również wychodzi dobrze. Tym razem nie mamy wpadki. Marian jest 5, Student – 4, Łukasz – 3, a Magda wygrywa sektor. Rzutem na taśmę przeskakujemy w tabeli na samą górę, odrabiamy stratę i o pół punktu wyprzedzamy Legnicę! Radość nie ma końca, tym bardziej, że oprócz pewnego awansu trójka Krakusów staje na pudle!

Magda wygrywa zawody!

magda1

ja jestem drugi,

top1

a Łukasz trzeci.

wałb1

wałb4


Ostatecznie WKS Kraków wchodzi do I ligi z PIERWSZEGO MIEJSCA!!!

Indywidualnie po czterech turach:

6. Mariusz Lejda (17 pkt)
10. Tomasz Bronicki (23pkt)
13. Marek Dubis (23 pkt)

1. Magda Idziak WYGRYWA!!! (15pkt)
2. Łukasz Flaga WICELIDER!!! (9,5pkt)

W Eliminacjach GPP wzięło udział 15 drużyn pięcioosobowych.

Pełne wyniki w linku
---> KLIK



Epilog

     Na koniec nie sposób nic nie powiedzieć o drużynie jako o ludziach. Atmosfera w ekipie jest doskonała. Każdy podchodzi do sprawy poważnie i profesjonalnie, ale zarazem z dystansem. Przecież robimy to dla frajdy! Codzienna pobudka i od rana każdy robi to co do niego należy. Jeden przygotowuje zanętę, inny robaki, a jeszcze kto inny... śniadanie (tu Marek był niezastąpiony). Na łowisku panuje wzorowa współpraca. Nikt nie kręci nosem, bo np. nie lubi łowić uklejek. Wszyscy mają wyznaczone konkretne założenia i je konsekwentnie realizują. Rytuałem jest też wieczorna analiza i przygotowania do następnego dnia. Naprawdę życzę wszystkim takiej kooperacji. Każdy z nas pracuje w pierwszej kolejności na wynik zespołu, a ewentualne sukcesy indywidualne to tylko i wyłącznie pochodna współpracy drużyny. Nikt nic nie ukrywa. Zanęty, gliny przynęty wszystko jest wspólne. Sposób podania mieszanek, donęcanie, odławianie, zestawy itp – każdy dysponuje pełną informacją. Myślę, że to jest wielki atut, wielka siła i najważniejsza tajemnica naszego sukcesu.

     W sezonie 2012 WKS Kraków spróbuje swoich sił w zawodach I ligi. Duch w nas płonie i każdy „ostrzy haki”  żeby pokazać się jak z najlepszej strony. Czy to się uda? Czas pokaże.

ekipa



Tomasz Bronicki „JOKER”

zdjęcia pochodzą m.in. ze zbiorów prywatnych Łukasza Flagi, Marka Idziaka oraz autora

 
Komentarz w tym Artykule
Musisz Zalogować się lub Zarejestrować aby wziąć udział w tej dyskusji.

Opublikowano: 01/29/2012 19:52 przez fkuzi555 #8895
jesli tylko ktos z Krakowa bedzie na GPP - postaram sie byc i ja jako szpieg :)
Opublikowano: 01/16/2012 16:28 przez sajo #8807
będę trzymał za ten team kciuki w sezonie 2012. ale w ramach rewanżu liczę na podobne artykuły po zawodach GPP :)