| Metoda odległościowa |
|
Doborem metody, dyktują warunki panujące w łowisku, a te rzadko kiedy wymuszają konieczność sięgnięcia po odległościówkę. To z kolei powoduje, że skupiając się na innych metodach, zaniedbujemy powyższą. Opanowanie wszystkich elementów wymaga długotrwałego treningu, nie wszędzie opłaca się ją stosować, czasem niesie za sobą duże ryzyko, jako alternatywa dla innych metod (tyczka, bat). W łowieniu rekreacyjnym także traktowana jest po macoszemu. Czemu? Częstokroć wygodniej jest użyć feedera, bo można go tak skonfigurować, że jest wygodniejszą, a równie subtelną i skuteczną metodą... spławik czasem po prostu przeszkadza, choćby z powodu podatności na działanie przypowierzchniowych prądów wody wywołanych podmuchami wiatru, które powodują jego dryf i znoszenie z pola nęcenia, czy koniecznością uciążliwej obserwacji. Na podstawie moich obserwacji odnoszę wrażenie że, najczęściej posiłkujemy się odległościówką, by ratować sytuację, w przypadku braku brań w strefie przybrzeżnej, bądź wystąpienia warunków, które uniemożliwiają użycie tyczki, czy bata. Potrzeba doskonałego rozeznania panujących warunków w łowisku i pewności swoich umiejętności, by zdecydować się na tę metodę, jako podstawową. A czasem bardzo się opłaca i przynosi nokautujące efekty. Kiedy powinniśmy sięgnąć po tę metodę? W przypadkach, gdy z różnych przyczyn nie ma ryb blisko brzegu lub są, ale z uwagi na panujące warunki, nie ma sposobu, by się do nich dobrać oraz kiedy bardziej opłaca się łowić dalej od brzegu. Rozwijając powyższą myśl, możemy mnożyć sytuacje i okoliczności, w których takie warunki zaistnieją – od tych bardzo oczywistych po te, które musimy odkryć sami, treningiem, wnikliwą obserwacją i analizą zdarzeń. SPRZĘT Wędka
Stosujemy tu typowe wędki typu match. Na co chciałbym zwrócić uwagę. Powinny mieć akcję szczytową i szybko gasić drgania, jednak pod obciążeniem przechodzić w paraboliczną, co pozwala na walkę z dużą rybą. Przelotki muszą być dobrej jakości. Im bardziej zaawansowana konstrukcja, tym wędzisko potrafi lepiej skumulować, a potem oddać energię podczas wyrzutu, co ostatecznie daje daleki jego zasięg. Ponadto jego praca w fazie holu, daje pełen komfort łowienia. Dobieramy je stosownie do wielkości używanych spławików. Mam tu na myśli ciężar wyrzutu, zwykle opisany w skrócie c.w i podany na blanku wędziska. Przeciążenie wędki, może spowodować jej uszkodzenie w momencie rzutu, zaś w przypadku użycia zbyt „mocnej” wędki, w stosunku do stosowanych spławików (nazwijmy to niedociążeniem), spowoduje niewykorzystanie energii, jaką kij jest w stanie osiągnąć przy obciążeniu znamionowym i zdecydowanie skróci odległość wyrzutu. W jednym i drugim przypadku, zasięg rzutu będzie mocno zaniżony, wystąpi także problem z jego celnością. Drugim kryterium, jest dobór mocy wędki do rozmiaru spodziewanych ryb, ale w tym wypadku nie sposób wszystkiego przewidzieć i tu możemy liczyć na niespodzianki w obu kierunkach. Dobór wędek to wreszcie kwestia osobistych upodobań, preferencji i zasobności portfela. Osobiście stosuję dwa rodzaje wędzisk: Wędka długości 3,90m, o delikatnej budowie, jak najmniejszym początkowym ciężarze wyrzutu i górnym, nieprzekraczającym wartości Wędka o długości 4,20m, i górnej granicy ciężaru wyrzutu 25-
Kołowrotek
Jeśli kołowrotek do tej metody, to wiadomo: duże przełożenie, płynna praca, sprawny hamulec, równomierne układanie żyłki na szpuli. Wszystkie te cechy sprawiają, że łowienie staje się przyjemne, skuteczne, szybkie. Kołowrotki wielkości 3000, 4000 (30, 40) mają już szpule odpowiednio dużej średnicy, co w połączeniu z wysokim przełożeniem, daje nam dużą prędkość zwijania. Szukajmy kołowrotków, które przy jednym obrocie korbki, nawiną 85 – Przy okazji chcę zasygnalizować ważny element, który często bywa bagatelizowany. Otóż żyłka powinna być nawinięta pod górną krawędź szpuli, co znakomicie ułatwia jej odwijanie się w trakcie wyrzutu, wydłużając jego zasięg. Ponadto przy krawędzi szpuli jest większa średnica, co powoduje, że jeden zwój na szpuli ma większą długość – tym zabiegiem zwiększamy prędkość nawijania. Niektóre modele kołowrotków posiadają specjalne szpule typu „match”, które są bardzo płytkie (około 4-
Chcę w tym miejscu pochwalić „młynki” Shimano Aero, których osobiście używam od wielu lat. Spełniają wszystkie wymagania dla tej metody i są bardzo trwałe.
Pozostałe akcesoria Oprócz wyżej wymienionych, do zbudowania zestawów odległościowych, potrzeba sporo innych drobiazgów: - Żyłki: stosujemy te, dedykowane do metody match, których podstawową cechą jest łatwość ich zatopienia. Ma to bardzo duże znaczenie, gdyż powierzchniowe prądy wody, wywołane przez wiatr, powodują jej ściąganie, potęgując efekt dryfowania zestawu, a także powstawanie luzów, uniemożliwiających skuteczne zacięcie. Konfekcjonowane są zwykle w długościach po - Spławiki: tu jest ich cała gama. Wykonane z różnych materiałów, jak: balsa, trzcina, pawie pióro, tworzywa sztuczne, o zróżnicowanej budowie.
Spławiki z dociążeniem własnym (często z możliwością regulacji jego wartości, przez zdejmowanie mosiężnych krążków, czy wyjmowanie obciążników z wnętrza korpusu) i bez obciążenia własnego. Ten podział wyznacza nam rodzaj ich zastosowania pod względem konieczności założenia na żyłkę samego obciążenia, by osiągnąć szybki opad przynęty, w przypadku znacznej głębokości łowiska, lub położenia jego części na dnie, by zmniejszyć podatność na dryfowanie zestawu. Osobiście nie używam spławików całkowicie pozbawionych własnego obciążenia. Spławiki z korpusem i bez. Ta cecha konstrukcyjna dzieli spławik na ciężkie, przeznaczone do połowu na dużych odległościach (z korpusem) oraz lekkie, na małe dystanse i płytkie wody (bez korpusów). Są jeszcze spławiki mające część anteny wykonaną z cienkiego pręta węglowego – te mają za zadanie dobrze pokazywać brania wystawiane, zwiększenie czułości, a także ograniczenie podatności na działanie przypowierzchniowych prądów wody, poprzez zmniejszenie powierzchni przekroju poprzecznego górnej części anteny. Niezwykle ważną cechą spławików do tej metody, jest ich stabilność podczas lotu. Dobrze wykonany spławik leci jak pocisk, bez ruchów oscylacyjnych, które zmniejszają odległość rzutu, a także powodują, odchodzenie z toru lotu, co skutkuje brakiem celności. Dobrze, kiedy nasze egzemplarze posiadają możliwość wymiany antenek, tak pod względem kolorystyki, jak i konstrukcji (różne grubości, nasadki rurkowe), co pozwala nam szybko dostosować się do panujących warunków. Stosujmy sprawdzone modele, gwarantujące zachowanie wyżej wymienionych cech Do ich zamocowania na żyłce będą nam potrzebne specjalne łączniki, montowane na stałe (te z białym plastikiem do wyporności 10-12g oraz całe z metalu, do najcięższych modeli), bądź w zależności od głębokości, na jakiej przyjdzie nam umieścić przynętę – przelotowe. Na fotografii po lewej stronie łączniki do spławika mocowanego na stałe, po prawej zaś przelotowe.
- Ołów: używam śrucin Dismores, które są dość miękkie i posiadają w osi nacięcia wgłębienie, pozwalające łatwo je zdejmować z żyłki palcami. Do budowy zestawów przelotowych, stosowanych na duże głębokości, gdzie zachodzi konieczność znaczniejszego obciążenia żyłki, stosuję małe kulki ołowiane, blokowane śrucinami. Ułatwiają one centryczne wykonanie obciążenia, co jest ważnym czynnikiem ograniczającym możliwość splątania się zestawu podczas zarzutu. Haczyki, żyłki na przypony, krętliki (które są obowiązkowym elementem każdego mojego zestawu), marker do znaczenia odległości na żyłce, płyn do czyszczenia żyłki, pomagający ją zatopić, proce.... i w zasadzie z grubsza mamy wszystko, czego potrzebujemy. Dwóch pierwszych nie będę omawiał, bo każdy ma własne preferencje, co do modeli czy producentów. Krętliki dobrej jakości, niezacinające się, o budowie pojedynczej, podwójnej lub nawet potrójnej. Marker dedykowany do znaczenia na żyłce odległości łowienia (mam tu na myśli choćby ten Sensasa), jest wykonany jako sztyft z materiału o strukturze wosku, którego cienka warstwa, po naniesieniu na żyłkę, szybko zasycha na powietrzu, tworząc na niej otoczkę. Nie wchodzi w reakcję z materiałem, z którego wykonana jest żyłka, dlatego jej nie barwi, ale dzięki temu i jej nie niszczy, co może robić aceton, zawarty w markerach wodoodpornych.. Warstwa znacznika jest podatna na ścieranie się i po jakimś czasie użytkowania zostaje usunięta z żyłki w procesie tarcia o przelotki i rolkę kabłąka kołowrotka. Ma to i swoje dobre strony, ponieważ w przeciwnym wypadku, po kilku łowieniach, mielibyśmy na żyłce tyle znaków, że moglibyśmy się pogubić, który jest właściwy. Po latach stosowania, mogę powiedzieć tyle, że czynnikiem, który wydłuża trwałość takiego znaku jest proces samego znaczenia. Żyłka, która przed naniesieniem znacznika jest odtłuszczona i SUCHA!, dłużej zachowuje oznaczenie. Wiąże się to z faktem, że materiał naniesiony na tak przygotowaną żyłkę, lepiej jest do niej "przyklejony". Doskonałym środkiem, stosowanym przeze mnie, do odtłuszczenia żyłek, jest płyn Maver'a LINE SINKER, którym spryskuję kawałek szmatki i przeciągam po żyłce przed znakowaniem. Na marginesie dodam, że od czasu do czasu, po skończonym wędkowaniu, (w zależności od zabrudzeń, jakie występują na powierzchni wody), wykonuję takie czyszczenie żyłki na całym odcinku, biorącym udział podczas łowienia - zarzucam zestaw jak najdalej i zwijam go przeciągając żyłkę przez nasączoną płynem szmatkę, trzymaną w palcach. Kto z was to zrobi, pewnie się zdziwi, że mimo, iż żyłka wyglądająca na czystą, ma na sobie tak dużo zanieczyszczeń. Taka czynność sprawia, że łatwiej daje się ona zatopić. Można też spryskać żyłkę nawiniętą na szpulę kołowrotka. Jest to metoda szybsza, ale mniej skuteczna, zwłaszcza w warunkach silnego występowania tłustych zanieczyszczeń na powierzchni wody. Stosuję ją zwykle w trakcie łowienia
BUDOWA ZESTAWÓW: Różnorodność warunków, w jakich przyjdzie nam łowić metodą odległościową, wyznacza konieczność dopasowania się do nich, a co za tym idzie budowy zestawów pozwalających ich skutecznie użyć. Gdy głębokość łowiska jest mniejsza od długości wędki, stosujemy system mocowania na stałe, w przeciwnym wypadku, spławik musimy mocować przelotowo. Osobiście, zawsze gdy to jest możliwe, używam spławika mocowanego na stałe, taki system w moim przekonaniu pozbawiony jest kilku niedogodności, które posiada system przelotowy. Zestaw ze spławikiem przelotowym, dłużej się ustawia. Wymaga założenia na żyłkę znacznego obciążenia, które spowoduje szybszy opad przynęty na znaczną głębokość. Jako, że podczas wyrzutu dochodzi do sporych przeciążeń, musi być ono zamocowane pewnie, aby nie przesuwało się na żyłce, a jednocześnie centrycznie, co stabilizuje lot i ogranicza możliwość splątania. Po wielu próbach, wypracowałem schemat z dwoma krętlikami, który przypomina konstrukcję zestawu na „stopa”. Przypon mocujemy do pierwszego krętlika, do którego dowiązujemy 1- Spławik, w połączeniu z obciążeniem, stanowi element ekspediujący zestaw w określone miejsce. Napisałem wcześniej, że nie stosuję spławików bez dociążenia, ponieważ dochodziło do sytuacji, w której przy zarzucie, ołów dynamicznie parł do przodu, a spławik przesuwał się na żyłce i uderzał w stoper, powodując jego przesuwanie się, co zmieniało ustawioną odległość pomiędzy haczykiem, a spławikiem. Dodatkowo w takim układzie, spławik był elementem hamującym i destabilizującym lot. Z tego też powodu, obciążenie, jakie zakładam na żyłkę, stanowi maksymalnie połowę wyporności spławika (zwykle jest to mniej) i uzależnione jest od tego, jak szybko zestaw ma się ustawić (głębokość), a także siły wiatru. Dlaczego wiatru? Kiedyś łowiłem na dużym zbiorniku, przy bardzo silnym wietrze, zestawem przelotowym, ze spławikiem ok. Ostatnio firma Cralusso wypuściła na rynek nowy model spławika do metody odległościowej, który nie posiada obciążenia własnego, natomiast ma specjalnie wyprofilowany otwór do mocowania na żyłce, który powoduję, że podczas wyrzutu, żyłka zostaje zablokowana, co uniemożliwia przesuwanie się po niej spławika. Po opadnięciu na wodę, może on znów swobodnie się przesunąć, aż do zawiązanego stopera. Spławik ten montujemy bezpośrednio na żyłce. Zestaw ze spławikiem montowanym do żyłki na stałe. To najczęściej używany przeze mnie wariant, gdyż rzadko się zdarza, by głębokość, na jakiej łowię, przekraczała 3,5 – Do największych dystansów, stosujemy spławiki najcięższe, posiadające korpus, często wyposażone w lotki stabilizujące lot. Do Stosowanie cięższych spławików, niż by to wynikało z konieczności osiągnięcia zamierzonego dystansu, ma również na celu ograniczenie podatności zestawu na dryfowanie, wywołane głównie naporem prądów wody na odcinek żyłki znajdujący się pomiędzy spławikiem, a wędką. Dodatkowo, o czym już wspominałem, możemy posiłkować się położeniem na dnie kilku śrucin zaciśniętych przy krętliku. W tym wypadku ważne jest, by antena miała większą wyporność – w przeciwnym razie zaraz schowa się pod wodę, uniemożliwiając sygnalizację brań. Tu często stosuję długie przypony, dochodzące nawet do Gotowy zestaw montuję jeszcze w domu i nawijam na drabinkę, którą przymocowuje do złożonej wędki, dzięki temu, nad wodą wystarczy ją tyko rozłożyć.
Chcąc stosować metodę odległościową, musimy opanować kilka czynności, które zadecydują o naszej skuteczności i efektywności. GRUNTOWANIE Jest kilka sposobów służących do ustalenia wartości i przebiegu głębokości w łowisku. Bardzo szczegółowo zostały opisane na www.leszcz.pl, do której to lektury odsyłam. Osobiście stosuję metodę z zastosowaniem wędki i spławika do metody bolońskiej, z umocowaną na końcu żyłki oliwką, o ciężarze większym niż wyporność spławika. Spławik zamocowany do żyłki na stałe, jednak z możliwością stosowania jako przelotowy w wypadku wystąpienia łowiska o znacznej głębokości. Do kila spławika przytwierdzona jest cienka rurka (z wkładu długopisowego), przez którą przewlekam żyłkę. Gdy chcę by spławik był zamocowany na stałe, blokuję żyłkę koszulką na końcu kila. Wystarczy zdjąć koszulkę i zawiązać stoper na żyłce głównej, by stał się wersją przelotową, umożliwiającą użycie na dużych głębokościach. Po ustaleniu głębokości i wyznaczeniu miejsca, w którym będę łowił, zarzucam przeznaczoną do łowienia wędkę i po ustawieniu się obok siebie obydwóch spławików, zaznaczam odległość na żyłce markerem. Jeśli mam przygotowanych więcej wędek, czynność powtarzam dla każdej z nich.
ZARZUCANIE ZESTAWU
Ta z pozoru prosta czynność wymaga wiele precyzji i wyczucia, pozwalających na lokowaniu zestawu w zamierzonym punkcie, z jednoczesnym uniknięciem jego splątania. Rzadko oglądałem prawidłowo wykonywany wyrzut, gwarantujący nam maksymalne wykorzystanie ciężaru zestawu, jak i cech motorycznych posiadanych przez wędzisko. Powinien on być wykonywany w następujący sposób. Nawijamy żyłkę do momentu, aż spławik dotrze do przelotki szczytowej, odciągamy kabłąk kołowrotka, dociskając żyłkę do rękojeści wskazującym palcem. Ustawiamy wędkę przed sobą pochyloną w kierunku, w którym ma być wykonywany wyrzut. Następnie płynnie przenosimy wędkę do tyłu, tak by zestaw przeleciał nad naszą głową i kiedy znajdzie się za plecami, płynnym ruchem wykonujemy energiczny zarzut.. Obie fazy wyrzutu muszą płynnie, bez przerw przechodzić jedna w drugą. Można to porównać do „strzelania z bata” tyle, że bardzo płynnego. Tuż przed lądowaniem zestawu, delikatnie hamujemy wybiegającą żyłkę i obserwujemy, czy na wodzie za spławikiem pojawia się ślad wpadającego krętlika, ewentualnie założonego na żyłkę obciążenia, co gwarantuje, że nie doszło do splątania. Mówimy wtedy, że zestaw się „wyłożył”. Zawsze zarzucamy kilkanaście metrów dalej, niż miejsce, w którym łowimy. Odległość tę wykorzystamy do zatopienia żyłki, co jest bardzo ważną czynnością, w przeciwnym wypadku bardzo szybko prąd powierzchniowy powodowany wiatrem, wybrzuszy żyłkę, uniemożliwiając skuteczne zacięcie ryby. Jak to robimy? Wkładamy koniec wędki pod wodę i kilkoma energicznymi ruchami korbki nawijamy żyłkę na kołowrotek, po czym ze szczytówką umieszczoną nisko nad wodą, wykonujemy boczne zacięcie. Występująca fala, lub nawet nieznacznie pomarszczona powierzchnia wody, bardzo pomagają w zatopieniu żyłki. Następnie ustalamy ostateczną pozycję spławika nawijając żyłkę do momentu, gdy wcześniej wykonany za pomocą markera znak na niej, znajdzie się przy kołowrotku. Kierunek rzutu i miejsce lądowania wyznaczamy obierając wcześniej charakterystyczny punkt, na przeciwległym brzegu.
NĘCENIE Nieodzownym narzędziem do podania zanęty na duże odległości są proce:
Umiejętność prawidłowego posługiwania się nimi, to jeden z kluczy do osiągnięcia sukcesu przy stosowaniu omawianej metody. Tu celność, proporcjonalna jest do ilości wystrzelonych kul oraz użycia odpowiednich proc - przeznaczonych na dystanse, na jakich zamierzamy łowić. Chcąc nęcić na różnych odległościach, musimy posiadać kilka proc, o zróżnicowanej średnicy gum, które wyznaczają moc, a co za tym idzie odległość, na jaką są w stanie wystrzelić porcję zanęty. Tą o cienkich gumach, nie dostrzelimy, gdy będziemy chcieli łowić powiedzmy 50-
Celne nęcenie procą jest sztuką, a uzyskanie powtarzalności odległości i kierunku wymaga solidnego treningu. O ile wystrzeliwując kilkanaście, czy więcej kul, w nęceniu wstępnym, jesteśmy w stanie szybko się „wstrzelić” w zamierzony dystans, to potem przy donęcaniu pojedynczymi kulami, zwykle bywają już z tym kłopoty, bo w tracie łowienia utraciliśmy wyczucie. Producenci proc wyszli nieco z pomocą, opracowując specjalny model procy, posiadający sznurek zaczepiony do koszyczka i przeciągnięty wewnątrz gum, aż do spodu rękojeści, gdzie znajduje się pokrętło umożliwiające, przez nawinięcie lub odwinięcie sznurka, regulację jego długości. Naciągamy gumę do oporu, kiedy to sznurek ograniczy nam możliwość dalszego jej rozciągnięcia i wystrzeliwujemy zanętę. Gdy dystans jest za mały odwijamy sznurek, gdy za duży skracamy jego długość. Po osiągnięciu właściwego zasięgu, dokręcamy blokadę umożliwiającą zmianę długości sznurka. Teraz za każdym razem, naciągając gumę do oporu, osiągamy identyczną siłę wyrzutu. Pozostaje więc tylko utrzymanie takiego samego kierunku, położenia koszyczka i wysokości trzymanej procy w momencie strzału oraz wielkości formowanych kul. Podczas nęcenia na danej odległości możemy użyć dwóch rodzajów proc: Pierwsza do nęcenia wstępnego, która ma mocniejsze gumy i pozwala wyrzucić kule większej średnicy, co z kolei ogranicza nam ilość strzałów potrzebnych do umieszczenia określonej ilości zanęty w łowisku i oszczędza czas. Druga, ze sznurkami, dostrojona do donęcania w trakcie łowienia na tą samą odległość, ale mniejszymi kulami., formowanymi już, zgodnie z obowiązującymi przepisami, jedną ręką.
ZACINANIE I HOL
Chcę zwrócić uwagę na kilka elementów, ważnych podczas tych czynności. Często obserwuje zjawisko, że przy każdym zacięciu, nawet tym pustym, słychać pracę hamulca kołowrotka. Moim zdaniem jest to błędem świadczącym o zbyt słabym jego ustawieniu, czym zmniejszamy skuteczność zacięcia. Rozciągliwość kilkudziesięciu metrów żyłki, plus ugięcie wędki, jest wystarczającym amortyzatorem w tej fazie. Hamulec powinien być tak ustawiony, by działał dopiero w przypadku „odjazdu” ryby. Sam hol wykonuję w dwóch technikach, uzależnionych od wielkości ryby na haczyku. Przy niewielkich rybach holuję je nawijając żyłkę na kołowrotek i trzymając wędkę tak, by kąt między nią, a wybiegającą w wodę żyłką, był bardzo mały. Wykorzystuję tu jako amortyzację rozciągliwość żyłki i w niewielkim stopniu sprężystość wędki. Ogranicza nam to siłę tarcia żyłki o przelotki, co znakomicie wydłuża jej żywotność, a także pozwala na lżejsze ustawienie hamulca. Zjawisko, kiedy to dużą składową oporu, jest siła tarcia żyłki o przelotki, powoduje podczas zwijania działanie hamulca i efekt niepotrzebnego skręcania się żyłki. Kiedy mamy na haczyku dużą rybę, holujemy metodą „pompowania” – podciągamy ją na samej wędce, następnie przesuwamy szczytówkę do przodu i by nie dopuścić do utraty naprężenia żyłki, nawijam ją na kołowrotek. W przypadku odjazdu ryby, staramy się utrzymywać niewielki kąt pomiędzy wędką, a kierunkiem w którym wybiega żyłka. Na foografiach poniżej znany zawodnik "pompuje".
Życzę powodzenia w matchowaniu! To wymagająca, lecz zarazem niezwykle satysfakcjonująca metoda. fotografie: - zbiory własne - www.jarow.pl - www.bobnudd.com B_R_U_N_O
|











