| Wspomnienie lata nad Wisłą |
|
Nad wodą zameldowałem się około 7. Rankiem rzeka prezentowała się wyjątkowo urokliwie. ![]() Wyciągnąłem z samochodu sprzęt i zająłem się zanętą. Do wiadra poleciało: 1 kg Star Fish leszcz (seria universal) Celowo nie namoczyłem jej dzień wcześniej, bo wiedziałem z krótkiego wypadu po pracy w przeddzień, że najprawdopodobniej znaczną część połowu stanowić będą klenie, a ryby te wolą bardziej pracującą mieszankę. Celowo zastosowałem mieszanki popularne. Charakter łowiska (szybka rzeka) i przyzwoite brania oraz dotychczasowa praktyka kazały nastawić się bardziej na ilość zanęty i mięso a nie na markowy nadruk na paczce. Słodzik i aromat dobrze sprawdzają się dla "dopalenia" zanęty w brudnej wodzie. Oddzielnie przygotowałem 4 opakowania gliny Górka 2 x 2 kg glina rzeczna Dlaczego taki zestaw? Glina rzeczna jest najcięższa, co jest niezbędnym walorem w silnym nuircie. Ma jednak tą cechę, że według mnie jest niezbyt spoista. Tu znakomicie sprawdza się dodatek wiążącej cieżkiej. Jest ona spoista i ładnie wiąże. Glinkę argile dodałem aby poprawić smużenie zanęty. Muszę w tym miejscu pochwalić produkty Kacpra. Dla mnie kluczową cechą większości wyrobów wedkarskich jest powtarzalność. Jak kupuję zanętę to chcę mieć pewność że z paczki wysypie dokładnie to, czego się spodziewam. Jak kupuję żyłkę przyponową to nad jej niewyobrażalną moc przedkładam przewidywalność. Tak samo w przypadku glin. Paczki z naklejką "Górek" spełniają te oczekiwania w 100%. Po wymieszaniu glina była trochę za sucha wiec lekko dowilżyłem ją wodą ze Sweet Magic i aromatem. Podzieliłem na dwie części i do jednej z nich dodałem nieco bentonitu. Ta druga część wymagała ponownego dowilżenia.
Wisła w tych okolicach żłobi dosyć głębokie koryto, ale w okresie letnim napełnia je tylko częściowo. W związku z tym żaby dostać się nad wodę trzeba zejść z wysokiej skarpy. Trudne również jest znalezienie dogodnego miejsca na ustawienie kombajnu. Na górze za daleko do wody, na dole za stromo... Wybrałem stanowisko na dosyć szerokiej kamienistej półce-plaży, odsłoniętej jedynie przy niskim stanie rzeki.
Dno w tym miejscu jest twarde, raczej bez zaczepów. Pełno tu kamieni, żwiru i piachu. Głębokość przy niskim stanie wody nie przekracza 1,2m, bez względu na dystans łowienia. Znalazłem mały ok. 5cm dołek na 11,5m o długości ok. 2-3m i naprzeciwko niego ustawiłem sprzęt.. Wybrałem zestawy 12, 14 gr do pływania i 25gr do mocnego przytrzymania. Lżejsze zestawy mam zawiązane na żyłce 0,14 a cięższe na 0,16 mm. W zupełności to wystarcza, bo i tak nie stosuję przyponów grubszych niż 0,14, a na ogół łowię z żyłką końcową 0,10-0,12 mm. Do takiego wędkowania należy dopasować amortyzator. Ciężki zestaw otrzymał karpiowy top z wentylem 1,8 mm, a lżejsze topy zwykłe z gumami 1,2 mm w 3 elementach.
Po ustawieniu sprzętu można było wrócić do zanęty. Mieszanka miała pracować pod katem klenio-jazi, w związku z czym zanętę i gliny poprzecierałem na sicie oddzielnie i w takiej postaci połączyłem. Przygotowałem jednak trochę miksu, z którego miałem ulepić najtęższe kule. Od najbardziej spoistej gliny odsypałem 3 garści, dorzuciłem 2 garści przetartej zanęty i przypudrowałem lekko bentonitem. Całość jeszcze raz symbolicznie dowilżyłem i przetarłem RAZEM przez sito. Wreszcie ulepiłem ok. 12 kul: Reszta zanęty miała posłużyć na donęcanie. Do tego celu przygotowałem mieszankę w stosunku ok. 1:1, lub z niewielką przewagę zanęty oraz z dodatkiem znacznej ilości grubych kolorowych robaków.
Niejeden gruntoman-szuwarek popukałby się w czoło gdyby usłyszał kanonadę moich Kul wielkości grejpfrutów lecących do wody. Tak to już jest, że tyczkarze nadal spotykają się z pewnym niezrozumieniem tradycyjnego wędkarza... Tym razem jednak plusk zanęty zakłócił spokój jedynie brodźców siedzących na przybrzeżnych kamieniach. Ryby na początku zdawały się nie zauważyć zastawionego stołu. Jednak już po kwadransie pojawiły się pierwsze brania. Najpierw zameldowały się kleniki nieco ponad wymiar, potem większe i większe... Trafiły się też ponad kilówki. Gdy zestaw popłynął dalej od kul, po zacięciu w tempo, złowiłem kilka brzanek. Niestety wszystkie były niewymiarowe. Za to jak walczyły!
Po ok. 1-1,5h zaczeły się przestoje. Należało donęcać. Z uwagi na płytkie łowisko nie sprawdzało się podawanie z ręki. Ryby odskakiwały i trzeba było chwilę czekać aż wrócą. Dużo lepsze było regularne jeżdżenie kubkiem z zanętą w której tkwiła duża ilość grubych robaków. To był strzał w 10! Co kilka przepłynięć wkładałem rybom pod nos solidną kulkę okraszona mięskiem.
Dzięki regularnemu nęceniu ryby brały w zasadzie przez cały czas. Wiadro jednak ma ograniczoną pojemność. W końcu zacząłem donęcać rzadziej i mocniej sklejoną mieszanką. Względnie większy spokój w wodzie zaowocował braniem kilku leszczy. Co ciekawe nawet w obecności leszczy w łowisku zupełnie nie sprawdzało się mocne przytrzymanie zestawu 25gr. Ryby wolały uciekające robaki niż przynętę stacjonarną. Najlepiej sprawdzały się 3 grube kolorowe larwy. Niestety „wszystko co dobre szybko się kończy”. Wędkowanie szczególnie szybko. Efekt łowienia:
Wszystkie ryby na koniec wróciły do wody.
Pozostało pakowanie, noszenie, powrót do domu i... przyjemne poczucie wędkarskiego spełnienia.
Tomek Bronicki "JOKER"
PS: Może i są łowiska jeszcze rybniejsze, jednak po kilku turach zawodów rozegranych na uklejko-bolenikach i „jazguarach” Wisła jawi się jako prawdziwe Eldorado. Właśnie dlatego pojawiłem się tam tydzień później. Oto kilka fotek:
Tym razem główną zdobyczą były leszcze i krąpie. Być może poza zanętą (tym razem bardziej spoistą i mniej pracującą) miała na to wpływ pora wędkowania. Klenie brały wcześnie rano i w dzień, leszcze popołudniu. Tomek Bronicki "JOKER"
|
Krakowska Wisła jest rzeką skrajności. W centrum miasta w zasadzie stoi, przybierając kształt szerokiego kanału, poprzedzielanego śluzami. Wielu powie, że nuda. Tymczasem poza murami Grodu Kraka nasza Królowa płynie znacznie węższym, kamienisto-żwirowo-piaszczystym korytem. Na takim właśnie szybkim odcinku wędkowałem pod koniec sierpnia.













