| Wakacyjna wyprawa na Bug |
|
Na przygraniczny Bug w pobliżu Włodawy wybrałem się z kilku powodów. W sezonie mam ograniczone możliwości łowienia na tego typu łowisku. W cyklu Grand Prix Okręgu jest tylko jedna tura zawodów na Wiśle i to pod warunkiem odpowiednich warunków pogodowych w dniu zawodów. Także jest to znakomita okazja by potrenować "rzeczne łowienie", przygotować się do zawodów, a przede wszystkim - niestandardowo spędzić czas nad wodą.
Za każdym razem z góry zakładałem sobie co chcę łowić i w jaki sposób. I w taki sposób prowadziłem odpowiednio zbudowane zestawy. Miały być krąpie - były krąpie i uklejki. Nastawiałem się na jazie - były jazie. Polowanie na leszcza - trafił się leszcz. Można by powiedzieć, że sukces. Oczywiście, gdy łowi się samemu na danym odcinku jest o wiele łatwiej zrealizować założenia.
Łowiłem głównie "bombeczkami" firmy Vimba z przedziału 6-8 gram, skrzydłami 11-16 gram i 30 gram tej samej firmy. Uciąg ciut ponad 10 i bombka 6 gram - nie za lekko? Zapewne nie jeden z was tak teraz pomyślał. Otóż nie! Już nie raz się przekonałem o możliwości stosowania znacznie mniejszych gramatur niż wskazywałby na to uciąg. Konstrukcja spławika V-3 umożliwia nam właśnie takie łowienie - oczywiście w granicach przyzwoitości. Jeśli nie wywala spławika do góry, jest możliwość jego chwilowego przetrzymania czy spowolnienia spływu, to jakie są przeszkody w stosowaniu niższych gramatur? Takie "obniżone" zestawy stosowałem zarówno na dużej Wiśle, jak i małej, lokalnej Bystrzycy podczas zawodów (podczas gdy ja stosowałem bombki 2-5gr, każdy zaczynał zestaw od co najmniej 5-6gr w górę nawet na spokojniejszych odcinkach). Żyłka główna 0,16mm, przypon 0,10 bądź 0,12. Haki typu chika firmy Owner w rozmiarach od 16 do 10. Śruciny były rozłożone w zależności od tego jakie ryby chciałem łowić. Do krąpi był "sznureczek" śrucin w ilości 8-12 sztuk rozłożone co 5-10cm. No i były krąpie (w ilości do 40 sztuk w 2-3 godziny, największe po 20cm) i dodatkowo uklejki, które szybciej przechwytywały przynętę na haku.
O i pierwsza świnka w życiu Do łowienia jazi, kleni i leszczy stosowałem skrzydła ze średniego zakresu, z oliwką w celu prowadzenia zestawu w okolicy dna. Często branie największych ryb było na samym końcu spływu, aby tam się dostać w czasie dobrych brań trzeba było wstawić zestaw tuż za, a nie przed kulami. Dlaczego? Przynętę potrafiły przechwycić ryby mniejsze (krąpie, płotki, ukleje). Na hak szły głównie białe robaki, w kolorze naturalnym. Na barwione na czerwono częściej brały krąpie i płotki.
Moja życiówka Kleń 48 cm Kilka słów o zanęcie. Do takiego łowienia (samemu na pewnym odcinku) spokojnie możemy użyć najtańszych zanęt. Wystarczy aby nie była drobno zmielona. Do tego oczywiście glina dociążająca kule. Do łowienia (z założenia) większych ryb zastosowałem następującą mieszankę: 1 op. Lorpio Extra jaź, kleń, leszcz (ukierunkowanie na dane ryby), 1 op. Traper Big Carp (duże cząstki zanęty), 3 op. Gliny Rzecznej Gienka, 1 op. Argilli Gienka. Połowa poszła z ręki, połowa została do donęcania kubkiem. Do tego wszystkiego bentonit (3 spoistości kul - bez, z małym dodatkiem i na "mocno stojące" kule), zamrożone robaki (pinka + biały), trochę kukurydzy. Wydaje mi się, że ważną rzeczą było donęcanie kubkiem sklejonych robaków ze żwirem. Po jakichś 40 minut, kiedy ryby mniejsze mogły się wyszaleć donęcałem 1-2 kubkami właśnie taką mięsną kulką.
Wybrane ryby z siatki Po pewnej chwili większa ryba "wciągała" haczyk robiąc duży hałas. Guma 1,2 już przy wymiarowych jaziach rozciągała się na 2-3 metry, natomiast holowanie mojego nowego rekordu klenia trwało jakieś 5-7 minut, w początkowej fazie guma wyciągnęła się chyba do granic swoich możliwości - na szczęście zestaw wytrzymał. Miałem też jedno branie na stopa - zauważyłem je dopiero jak guma znikała pod wodą, po zacięciu kilka sekund dalszego wyciągania gumy i pyk... tym razem przypon nie wytrzymał, ale ja tam jeszcze wrócę ;-)
Wszystkie ryby wróciły w dobrej kondycji do wody Autor: Tomasz Samoń |
Kolega Tomek , który wygrał nasz konkurs nadesłał kolejną fajną pracę... Każdemu polecam łowienie na dzikim, nieuregulowanym odcinku Bugu. Cisza, zieleń, mała presja wędkarska i wiele ciekawych ryb - czego chcieć więcej? 


