| Uroki starej Odry - praca konkursowa |
|
Woda ta jest jedną z moich ulubionych z takiego powodu, że znajduje się z dala od dróg i innych zabudowań- dosłownie pomiedzy polami. Jeżeli chodzi o frekwencję wędkarzy to jest ona dość duża, w weekend ciężko tutaj o przyzwoite stanowisko. Głównie łowią tutaj na grunt. Dominującą rybą, która tutaj występuje to: leszcz, płoć, ukleja. Dno muliste, porośniętę roślinnościa podwodną, która często powoduje zaczep. Ogólnie rzecz biorąc nie jest to trudna woda. Jak wyżej napisałem, moja prezentacja będzie się składać z dwóch części- treningów, które odbyłem na innych stanowiskach i innych warunkach pogodowych (upał oraz ulewa). Bardziej się skupię na tym drugim, ponieważ bardziej mnie usatysfakcjonował a następnie dokonam porównania z obu treningów. 7 wrzesień
Postanowiłem wybrać się na 3 godzinne łowienie zestawem skróconym. Pogoda nie dopisywała, bo od rana niebo było zachmurzone. Już w drodze nad wodę zaczęło kropić. Mimo to zaczęłem się rozkładać – trening w trudnych warunkach wyjdzie na dobre. Zaczęłem od rozłożenia siedziska i parasola. Następnie zacząłem przygotowywać zanętę. W planach miałem właściwie przygotowanie dwóch konsystencji: jedna bardziej bogata w glinę, którą chciałem umieścić w wodzie na początku na dłuższy czas, oraz mieszankę z minimalną ilością gliny – na donęcanie. Niestety podczas otwierania paczek deszcz zaczął tak intensywnie padać, że wszystko musiałem chować pod parasol i nie mogłem za bardzo rozwinąć się z wiadrami i miskami przez co musiałem zrobić jedną konsystencję. Składała się ona z: -1 kg TRAPER sekret leszcz -1 kg TRAPER uniwersal -2 kg glina agrile GÓREK
Dodatkiem była pinka. Po wymieszaniu, nawilżeniu i przepuszczeniu przez sito zaczęłem rozwijać reszczę klamotów- czyli: rolki, tyczka, podbierak i inne drobniejsze sprawy. Zatrzymam się przy zestawie – spławik jaki użyłem do łowienia to gut-mix o wyporności 0,5g z korpusem umieszczonym na środku, ze względu na falę jaka tutaj często występuje. Z zestawem za bardzo nie kombinowałem – śrut to 5 x ~0,9 g skupiony koło siebie tuż nad łączeniem się żyłki głownej (0,14) z przyponem 20 centymetrowym (0,08). Czas na gruntowanie – przy brzegu miałem płytko – około 50-60 cm na 5 metrze, dalej zaczął się delikatny spad. Zdecydowałem się łowić na 8 metrze z gruntem około 120cm.
Przygotowania zajęły mi około godziny ze względu pogody. Czas na nęcenie. Do kuwety ulepiłem 7 sporych kul na początkowe nęcenie.
Poleciały do wody. Chwilę odczekać i zaczęłem łowić. Niestety ciężko było dojrzeć brania (fala, deszcz) ale były dość zdecydowane w większości zatapiane i wystawiane. Długo na brania nie musiałem czekać, główną rybą jaka trafiała na brzeg to leszcz który o dziwo dzisiaj stanowił około 90% mojego połowu. To wręcz odwrotna sytuacja, kiedy łowiłem w upalny dzień, który opiszę w skrócie nieco póżniej. Co około 5 minut starałem się donęcać słabo zbitymi kulkami wielkości orzecha. I chyba właściwie nęciłem, bo ryba brała nie za często bo musiałem na branie poczekać około 1 minuty do 3 ale praktycznie wyciągałem same leszcze. Po jakiejś godzinie czasu brania ustały na 20 minut. Starałem się donęcać słabo zbitymi kulami, żeby stworzyć chmurę i jakoś zachęcić te ryby do brań ale wybrnęła z tego właściwie niespodziewana sytuacja – w pole nęcenia wpłynęły sumiki karłowate i to dość spore, bo każdy króry wyszedł na brzeg miał powyżej 25 centymetrów. Donęcanie nic nie dawało, wyjęciu 6 szkodników zaczęłem szukać ryby na bokach- strzał w dziesiątkę, kolejne leszczyki trafiły do siatki. Ryby starałem się prowokować do brań podciągając kilkadziesiąt cm zestaw do góry i ponownie opuszczając. Właściwie zaczęłem łowić około godziny 18.00, po dwóch godzinach zaczęło się robić szaro. W ostatnią godzinę brania nie ustawały i połów zakonczyłem około godziny 21:00 z wynikiem ‘na oko’ 3,5- 4kg, z którego jestem bardzo zadowolony, bo udało mi się sprowadzić na łowisko praktycznie tylko leszcza – byłem zdziwiony tym wynikiem w tak spratańskich warunkach które możecie obejrzeć na załączonych zdjęciach. Ujęcia na moje stanowisko:
I to, co najbardziej cieszy oko – wynik:
1 wrzesień Postanowiłem ten dzień treningu opisać jako drugi i w miarę krótko, ponieważ zaliczam go do najzwyklejszego wypadu na ryby. Wyjazd godzina około 8 rano. Pogoda dopisywała aż nadto, niebo bezchmurne- upał. Po przyjeździe szybko zaczęłem się rozwijać- standardowo siedzisko, parasol na ochronę zanęty. Mieszanka składała się z: - 2 x 1 kg TRAPER leszcz - 300g Coco Belge - 2 kg glina rozpraszająca Standardowo do zanęty dołożyłem pinkę. Po przygotowaniu i przesianiu zanęty, rozkładałem resztę sprzętu (tyczkę i akcesoria). Lekko wiał wiatr powodujący falę, więc użyłem tego samego zestawu co opisałem wyżej. Gruntowanie – równomierny spad, decyzja padła na 8 metr z gruntem 150 cm. Do wody wpadło kilka kul wielkości pomarańczy i zaczęłem łowienie. Troszeczkę byłem zaskoczony, bo brania występowały natychmiastowo, zestaw nie nadążał opadać na dno. Okazało się, że w zanęte weszła chmara uklei która na tyczkę nie jest zbytnio atrakcyjną rybą. Niestety co zarzut to od razu unoszone bądź jadące branie kolejnej uklejki bądź płotki maksymalnie 15 centymetrowej. Prawdopodobnie popełniłem błąd w zanęcie nie dodając wiążacej gliny – łowienie wyglądało tak- wyjazd- wjazd, wyjazd-wjazd a przecież nastawiłem się na leszcze. Niestety tego dnia w mojej siatce tylko kilka sztuk wylądowało tej ryby, większość to ukleja i płoć. Łowiłem około 4,5 godziny i nie jestem zadowolony z wagi dochodzącej 8 kg... nie dotarłem do leszcza a łowienie takiej drobnicy na tyczkę to niezły wycisk. Niestety z tego dnia mam tylko jedno zdjęcie, które prezentuje mój wynik:
Podsumowując 2 dni treningu z pewnością mogę przyznać, że jestem bardziej zadowolony z deszczowego dnia, gdyż w moim łowisku pojawiła się ryba na którą właściwie się nastawiłem- ale cóż człowiek uczy się na błędach. Podejrzewam, że zanęta była za słabo sklejona i rozbijała się o taflę wody. Mimo wszystko z obu wypadów jestem ucieszony, z każdego ‘po części’ wywnioskowałem, co robię źle a co najważniejsze się bardzo zrelaksowałem. To by było na tyle, mam nadzieję, że taki zwięzły opis przyjemnie się czytało i nie zapomniałem o jakiejś ważnej sprawie. Pozdrawiam! Autor: Tomasz Pochopień - tumeks Sponsorzy konkursu: |
Witam Cię czytelniku! Tekst, który prezentuję ma za zadanie opisanie w skrócie mojego 2- dniowego treningu na wspaniałej wodzie nr. 636 tzw. „Stara Odra”. Jest to woda stojąca – starorzecze Odry w Dziergowicach. Chciałbym dodać, że jestem zwykłym ‘szarym’ amatorem a trening odbyłem w celu przygotowania się na zawody Koła i innych tego typu imprezach.












