MO Dratów - praca konkursowa

DSCN6120Mistrzostwa Okręgu to najbardziej prestiżowe zawody na szczeblu okręgowym. Cykl Grand Prix wyłania najbardziej wszechstronnego wędkarza, a MO jest jak strzał w dziesiątkę, no może dwa strzały, bo mamy przecież dwie tury. Do MO przygotujemy się inaczej niż na zawody cyklu GP, tutaj 2 miejsce jest już pierwszym z przegranych, liczy się tylko zwycięstwo, które jest furtką do przygody ogólnopolskiej – występu na Mistrzostwach Polski.

 


Przedstawiam wam moją relację z okręgowych Mistrzostw Okręgu Lubelskiego kadetów, juniorów i kobiet, gdzie tym razem wystąpiłem jako trener jednego z młodych zawodników klubu, do którego należę.Nie ma chłodnego kalkulowania i zbierania punktów, trzeba postawić wszystko na jedną kartę. Ja, no cóż, dużego doświadczenia nie mam, biorąc pod uwagę, że obecny rok jest moim trzecim sezonem, jeśli chodzi o zawody i samo posługiwanie się tyczką. Co do juniora - może lepszy od swojego nauczyciela jeszcze nie jest, ale robi stały postęp; to jego drugi sezon w zawodach i pewnie już za parę lat spokojnie będzie mnie obławiał w kategorii seniorów :)

 DSCN6121

Łowiskiem zawodów był zbiornik Dratów, miejsce tegorocznych Mistrzostw Polski Kobiet, zresztą czempionat wśród pań wraca w to samo miejsce  zaledwie po kilku latach. Na 11,5m spokojnie poradzimy sobie 3-elementowym topem, gdyż głębokość łowiska mieści się od 1,5 do 2,5 metra w zależności od wylosowanego stanowiska, jak i aktualnego poziomu wody. Dominującą rybą (około 90% całego naszego połowu) już od kilku sezonów jest leszcz, przeważnie za 200-400pkt, zdarza się też „dłoniaczek”, ale jest też spora szansa na ryby od 800pkt w górę, a nawet na ponad 2-kilowe sztuki. Drugim gatunkiem, na który możemy liczyć jest jazgarz, szczególnie na płytszych stanowiskach. Często jest to też ryba ratunkowa, łowiona na 5-6 metrze, bo i Dratów nie raz pokazał „charakterek” – zarówno w tym roku jak i w sezonie 2009, co 4-5 zawodnik zawodów Grand Prix Okręgu zaliczył zero, a wielu z nich cudem się obroniło łowiąc nie więcej niż kilkadziesiąt punktów na turę!

DSCN6120

DSCN6122

Dratów jednak potrafi również rozpieścić wędkarzy – zdarzają się zawody gdzie zwycięzca tury dobija do 10 000 punktów, a to już bardzo dobry wynik. Wszystko jest zależne od pogody, pory roku oraz… jak zawsze samych ryb:) Inne ryby zdarzają się rzadko – płotki raczej na wiosnę, a już przypadkowym, lecz możliwym bonusem jest karp bądź karaś.

Ze względu na to, że zawody odbywały się na wodzie stojącej, przygotowane mieliśmy charakterystyczne dla tej wody spławiki. W większości były to modele o korpusie „odwróconej łezki” ze szklaną anteną o gramaturze od 0,3 do 1,5 grama. Oczywiście, mieliśmy też kilka zestawów „specjalnych”, które mogły być użyte w zależności od panujących warunków, a warunki pogodowe przyjazne dla młodych zawodników i zawodniczek nie były - uciążliwy wiatr wiejący z różną siłą przez cały czas zawodów. Taka pogoda narzucała pewne zmiany odnoście naszej taktyki – zastosowaliśmy znacznie cięższe zestawy (od 0,8 do nawet 2 gramów), w tym dwa spławiki były do „zadań specjalnych” – jeden o kształcie „dik”, drugi z antenką węglową z grubą, plastikową końcówką. (colmic queen).

Skład naszej zanęty to Etang i Gros Gardons Sensasa wymieszany pół na pół. Spożywki było w sumie 1kg, do tego dorzuciliśmy paczkę gliny de somme, wiążącej oraz ziemi bełchatowskiej.

Szczegółów składu kul może nie będę podawał, napiszę tylko tyle, że spożywka z gliną była w stosunku od 50na50 do nawet 75% na korzyść zanęty. Ze względu na wiatr i tym samym spory jak na ten zbiornik uciąg, do wszystkiego dodaliśmy kleju w różnych proporcjach, aby otrzymać większe zróżnicowanie czasu rozmywania kul. Z robactwa oczywiście ochotka haczykowa, 0,5L jokersa, pinka i kilka dużych barwionych. Zupełny brak czerwonych robaków oraz kastera, chyba byliśmy jako jedni z nielicznych, którzy nie mieli tych robaków pod ręką ;-)

DSCN6124

DSCN6125

Liczyliśmy na średnie leszczyki z przedziału 200-400 punktów, bez szukania bonusów (leszcze od 1kg w górę). Obawiałem się tego, że ryby mogą być kapryśne, stanowiskowe i o wynik trzeba będzie nieźle się napocić. A być może i ratować się jazgarzami. W razie większych ryb zawsze można donęcić kulką gliny z jokiem i grubą ochotką. Takie donęcanie rok temu na Pucharze Prezesa Okręgu na tym samym zbiorniku dało naszemu klubowi drużynowe zwycięstwo, również duża zasługa była udziałem Kuby, który indywidualnie uzyskał najlepszy wynik z naszej 3 osobowej drużyny. W tamtych zawodach również i ja stałem za jego plecami, podpowiadając, kiedy trzeba było.

Losowanie, na Dratowie ważne, choć i ze środkowych stanowisk udaje się zrobić bardzo dobry wynik a nawet wygrać. Juniorzy będą łowić w najdalszym i tym samym najgłębszym sektorze. Dobrze, jest szansa na łowienie a nie polowanie za jazgarkiem ;-) Stanowisko numer 10, niezbyt szczęśliwe, prawie środek stawki.

Przygotowanie zanęt, założenie zestawów na 3-elementowe topy i zaczynamy! Wiatr mocno wieje w lewą stronę, da radę utrzymać tyczkę, ale na pewno nie jest komfortowo. Przeszkadzają szczególnie nagłe podmuchy, które w wyniku ugięć tyczki (Mikado MLT 11) powodują przesunięcie zestawu. A właśnie postawienie nieruchomo zestawu było kluczem do sukcesu, nasza przynęta nieruchomo ma czekać i zainteresować ryby. Przez pierwszą godzinę łapiemy 3 ryby w sumie gdzieś 600-700 punktów. Słabo? Nienajgorzej, na równo z bokami, kilku zawodników odjechało, kilku jest w gorszej sytuacji. Nie patrzymy się na boki, koncentrujemy się na swoim. Tym razem zamiast kubka glina+jok dajemy kubek samej czystej zanęty, bez dodatku gliny czy joka. Kilka minut spokoju, branie, zacięcie i siedzi! Branie w punkcie podania kubka, także czysta spożywka raczej nie zaszkodziła. Spokojny hol i ryba trafia do podbieraka a stamtąd do siatki. Wstawiamy zestaw jeszcze raz, czekamy kilka minut, cisza. Podejmujemy decyzję, mocno zakubkujemy punkt, w tym podamy sporo czystej zanęty. Do wody idą 4 kulki zanęty i 2 kulki gliny z jokiem. Wstawiamy zestaw, kilka minut i siedzi! Hol, podbierak, siatka i wyjazd zestawu, bez kubka. Ustalamy kubek, co 2-3 ryby bądź, jeśli nie będzie brania dłużej niż 5 minut. Nasze założenia wydają się trafne, Kuba zaczyna łowić systematycznie, branie co 3-4 minuty od wstawienia zestawu, donęcamy 2 kulkami – jedna to czysta zanęta, druga glina z jokiem. Takie donęcenie działa, ryba pozytywnie reaguje na spożywkę, chociaż nie ma jej za dużo. Telefon do trenerów naszych 2 innych zawodników w sektorze juniorów i kadetów, przekaz informacji i jedziemy dalej. 40 minut do końca, brania zaczynają się strasznie delikatne, trudno zaciąć rybę. Zmiana zestawu na delikatniejszy dużo nie daje – uciąg przy takim wietrze jest spory, a koniecznym jest zatrzymanie przynęty w punkcie, nie możemy pozwolić jej na przesuwanie. Z zawodnikami po bokach powinniśmy wygrać, stratę do czołówki na pewno mamy sporą, także pudła nie będzie. Szukamy bonusa, wstydu i tak nie będzie, a może uda się podskoczyć wyżej w klasyfikacji. Do tej pory łowiliśmy z przyponem 7-12 cm na dnie, zwiększamy grunt do 20cm, do 2-3 ochotek (tak łowiliśmy do tej pory) dokładamy białego dużego barwionego na żółto. Niestety łowimy tylko jednego leszczyka, podobnego do poprzednich.

DSCN6123

DSCN6126

Ważenie, 10 leszczyków w siatce wynik około 2500. Zajmujemy 9 miejsce na 17 startujących juniorów, można by powiedzieć, że środek. Zwycięzca ma około 6500, nokautuje konkurencję łowiąc z 7 stanowiska, czyli należą się jeszcze większe brawa! Zwycięzca siedział 3 stanowiska od nas, widziałem, że większość ryb łowił w 2 godzinie, podobnie jak my, a jego wynik na pewno mógł być jeszcze większy, gdyby nie spuszczone ryby, ile ich miał nie wiem, na pewno spory leszcz (kilogram bądź więcej) poszedł mu już na odczepionym topie – to widziałem. Dobre wyniki otwierającego i zamykającego, do miejsca 8 brakuje nam zaledwie 5 gram, do miejsca 6 jakieś 2-3 ryby, miejsca wyżej poza naszym zasięgiem.

Nie będziemy dużo zmieniać w 2 turze, tym bardziej, że obłowiliśmy boki (kolegę po prawej minimalnie).

Drugiego dnia znowu losujemy środek – szkoda, ale stanowisko nr 7 po zwycięzcy z dnia pierwszego – dobrze, albo ryba naturalnie tam przebywa, albo zawodnik podał im pasujący im towar. Tym razem przechadzam się razem z komisją techniczną po całym sektorze, próbuję zauważyć jak najwięcej by mieć jakieś wiadomości na przyszłość. Chyba każdy junior ma przygotowane czerwone robaki (oprócz mojego), jednak pierwszego dnia duże ryby były tylko gdzieniegdzie, czyżby cięty czerwony nie miał aż takiego znaczenia? Zmiany w stosunku do pierwszego dnia – kubkujemy częściej, mniej sklejamy kule, dajemy więcej zanęty w stosunki do gliny, zostawiamy jeszcze więcej czystej spożywki niż wczoraj na donęcanie, nie szukamy ryby, a skupiamy się na punkcie, wykorzystujemy całe 10minut nęcenia, po dużych kulach rzucanych z ręki idzie aż 20 kubków do wody. Wyrabiamy się, co do sekundy. Pierwsze minuty zaskakująco dobre. Chociaż „dobre” to nie jest odpowiednie słowo, ponieważ w ciągu 8 minut mamy aż 4 brania, podczas gdy u sąsiadów cisza (a tym razem mamy mocne boki, walczące o co najmniej podium w MO). Niestety żadna z ryb nie ląduje w podbieraku, każda spina się tuż po zacięciu. Guma dobrze napięta i nasmarowana, więc zmieniamy haczyk na większy. I tu wpadka! Kuba ma przygotowane tylko haczyki nr 18 na dwóch grubościach przyponu! Na szczęście znajduje gdzieś w torbie stary klaser gdzie ma 3 przypony z nieco większymi haczykami… złotymi. No nic, zakładamy! Ryby nie ma przez 5 minut. Czyżby kolor? Zmieniamy zestaw, na którym jest szara 18stka. Ryby dalej nie ma, mija 5minut, kolejne 5. Donęcamy spożywką + kubek  glina z jokiem i kilkoma grubymi ochotkami. Nadal nic. Zmieniamy na nasz główny zestaw (dik  1 gr). Po 30 minutach pierwsza ryba, tym razem ląduje w siatce. W pierwszej godzinie mamy 3 ryby, początek taki jak wczoraj, ale przecież mogło być lepiej. Kubkujemy co 10 minut, zanętę ciężką mieliśmy na dziś mniej sklejoną, a wiatr wydaje się nawet silniejszy niż wczoraj. W końcu, mniej więcej po godzinie, zaczynamy systematycznie odławiać leszczyki. Znowu spinka od razu w polu nęcenia i znowu 20 minutowa przerwa. Na szczęście wracamy do „łowienia”, ale czasu zostaje już tylko 30 minut. Tym razem nie wygrubiamy przynęty, wiatr jest coraz silniejszy i Kuba powoli jest zmęczony walką z wiatrem i dość podatnym na podmuchy kijem. Pod koniec wyciągamy jeszcze jedną rybę, w sumie mamy ich 11 albo 12. Boki na pewno tym razem nas objechały, ciekawe jak porównanie z innymi. Wynik o 800 pkt więcej niż podczas 1 tury, zajmujemy miejsce 6 w sektorze! Nie jest źle. Przed nami chłopaki mają znacznie więcej, razem ze spiętymi rybami mielibyśmy na równo z miejscem 5, ale nie wyjęte ryby się nie liczą. Ciekawe, co by było, gdyby nie te spięte ryby z początku, jak dużo by ich było i czy by udało je się dłużej przytrzymać.

Ogólnie Kuba ma 15 punktów i 7 miejsce na 17 juniorów, z punktem straty do miejsca 6. Przed nami zawodnicy z kolejno następującą liczbą punktów sektorowych: 14, 10, 7 i pudło – 5, 5, 4. W sumie nie jest najgorzej, rok temu w debiucie byliśmy na tych samych zawodach pod koniec stawki, teraz blisko czołówki. Przed Kubą jeszcze 2 lata startów w juniorach, na pewno jeszcze powalczymy o czołowe lokaty :)

DSCN6131

 

Moje wnioski po zawodach (kolejność przypadkowa):

- brak kasterów i czerownych ciętych robaków – posiadanie tych robaków na pewno nie szkodziło, czy na pewno pomagało? Jeśli jesteśmy pewni, że coś nie szkodzi to warto to zastosować.

- tyczka Mikado Long Pole 11m w normalnych warunkach nie jest zła jak dla początkującego juniora, ale przy dużym wietrze „łapie wiatr” i ciężko ją utrzymać nawet ze szczytówką pod wodą

- brak uchwytów do odkładania wędki w wietrznych warunkach utrudnia dokładne nęcenie wstępne z ręki. Mimo, iż wędka spoczywała na balkonie a jej końcówka w uchu kosza, to i tak się przesuwała, co utrudniało dokładne podanie kul.

- dużym błędem na każdych zawodach jest brak odpowiednich przyponów w portfelu. Lepiej mieć po 5-7 przyponów w wielu rozmiarach haczyków (np. od 22 do 10) i w 2-3 średnicach żyłki niż po 20 przyponów jednego rozmiaru haczyka w 2-3 długościach przyponu i 2 średnicach żyłki.

- ryby pozytywnie reagowały na podaną czystą zanętę kubkiem, mimo iż nie było ich za wiele (łowiono maksymalnie od kilkunastu do dwudziestu kilku ryb)

- spięcie ryby od razu po jej zacięciu powodowało dłuższą przerwę w braniach

- szukaliśmy ryby wyłącznie z przyponem 5-10cm na dnie. Czasami przy dużym wietrze warto poszukać leszczy kilka-kilkanaście cm nad dniem – nie podjęliśmy takiej próby, jednak z tego, co wiem nikt na takim gruncie nie łowił ryb (być może próbowali)

- szukanie ryby nie opłacało się, trzeba było skupić się na jednym punkcie, często donęcanym z kubka

- podanie 20 kubków podczas nęcenia wstępnego w 2 turze okazało się strzałem w dziesiątkę. Szkoda, że żadna z ryb z początkowych minut nie wylądowała w siatce, a kolejna spięta od razu po zacięcie prawdopodobnie wypłoszyła stado.

- dodanie pinki bądź białego robaka na haczyk nie przynosiło skutku – ryby brały wyłącznie na 2 bądź 3 ochotki.

  

 

Autor: Tomasz Samoń - Sajo

Sponsorzy konkursu:

 

gliny-sklepuvimbalowiskonet

sensasclubgienekgliny

 

 
Komentarz w tym Artykule
Musisz Zalogować się lub Zarejestrować aby wziąć udział w tej dyskusji.