Witam
Właśnie wróciłem z małego wypadu z tyczką podczas ujemnej temperatury i jedyna rzecz z jaką miałem problemy to zgrabiałe ręce od wyjmowania ryb :) ale przejdźmy do konkretów problem jest jeden ale ale można powiedzieć dwojakiej natury - zamarzanie gumy, przy temperaturach rzędu -1,-2 stopnie Celsjusza jeśli umoczymy szczytówkę woda dostanie się do środka i zmarznie po jakimś czasie co objawi się że guma już się nie schowa(lub nie wyjedzie) przy w/w temperaturach skutkuje wsadzenie szczytówki do wody i pociągnięcie z wyczuciem (żeby nie zerwać gumy) pomaga w 100% przypadków, oczywiście trzeba to powtarzać, bo woda dostaje się po kropelce i zacieśnia otwór przez który przesuwa się guma . Nieco inaczej jest przy większym mrozie tak poniżej -5 jak wsadzimy szczytówkę w wodę i zmarznie to "po ptokach", będzie uziemiona na dobre, można sobie z tym radzić że ogrzejemy szczytówkę czasem pomaga, jednak przy dużych mrozach i to czasem nie da rady, czyli ogólnie poniżej -5 nie moczymy szczytówki(przynajmniej ja tak robię). Nawet jeśli nie umoczymy szczytówki zdarza się, że że guma którą wyciągnęła ryba, lub umoczona na długim odcinku np: podczas walki z zaczepem nie wraca cała. Winna jest temu woda która podczas powrotu gumy została na teflonie i utworzyła taki miniaturowy korek zaraz na początku szczytówki. Z tym radzę sobie w następujący sposób: odkładam top na podpórki, ciągnę lekko za gumę aż wyjedzie przymarznięty do niej kawałek lodu i po prostu na niego chucham aż się rozpuści. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z problemem zakleszczonych złącz, może po prostu dlatego iż staram się zachować suche złącza. Łowiłem już na mrozie który powodował zesztywnienie mokrej gumy i nie spotkałem się z większymi problemami niż w/w no może jeszcze jeden zamarzająca zanęta, ale na to już raczej nie ma rady, chyba że ciepły samochód.