Wiadomo, że w zestawie stosujemy przypon, który oprócz właściwej prezentacji przynęty (odpowiednia miękkość lub twardość żyłki), łatwości wiązania haczyka i kilku innych funkcji ma za zadanie zerwać się w przypadku twardego zaczepu lub zbyt dużej ryby. Fajnie, ale zdarzają się sytuacje, kiedy zestaw wbrew naszym oczekiwaniom zaplącze się za ołów lub w jakiś sposób za żyłkę główną i wtedy robi się problem. Kiedy czujemy już, że zestaw nie puści, to siłą rzeczy musimy go zerwać. Pół biedy, gdy żyłka strzeli między spławikiem a pętlą przyponową (czy krętlikiem) lub gdy zerwie się na spławiku, który sobie popłynie, ale gdy pęknie powyżej spławika, najczęściej przy łączniku lub co gorsze na samej gumie, to powstaje większy problem, przy którym ewentualna strata materialna jest niczym w stosunku do kłopotów emocjonalnych (głównie przekleństwa :angry: ), czyli pływającym zestawie w zanęconym miejscu.
Pamiętam pierwszy taki przypadek, który przytrafił mi się na zawodach, na niewielkim kanale, gdzie zaczęły wyrastać na środku młode trzciny. Uciąg był na jakieś półtora grama, a mój zerwany właśnie na gumie zestaw ze spławikiem 0,8 grama regularnie zatapiał się i wynurzał, a ja ratowałem się pojedynczymi rybami łowionymi z całego zasięgu tyczki, oprócz miejsca zanęconego. W sumie na wodzie stojącej taki przypadek przytrafił mi się kilka razy, ale niewiele ruszający się zerwany zestaw większego wpływu na żerowanie ryb w zanęcie nie miał, gorzej było z samym łowieniem, bo musiałem bardzo uważać, a i tak za którymś razem zahaczyłem o żyłkę. Zupełnie inaczej sprawa wyglądała na Warcie, gdzie zerwałem około 10 zestawów, z czego większość to były dyski. Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni, żeby wiedzieć co może robić prąd rzeki (o uciągu powiedzmy na 20-30g, albo i większym) z zamocowanym na dnie zestawem i surfującym we wszystkie strony spławikiem, a ciekawe co się musiało dziać, kiedy zerwałem w ciągu kilku minut 2 zestawy z dyskami 20 g? Szczerze mówiąc dopóki nie wyjąłem lub nie urwałem tej „ozdoby” praktycznie łowienie się kończyło, a i tak później ciężko było ściągnąć ryby z powrotem w łowisko.
Starając się rozwiązać ten problem zacząłem brać ze sobą przygotowaną drabinkę z nawiniętym specjalnym zestawem na żyłce 0,22, niepotrzebnym mocnym spławikiem, sporą oliwką i dużym haczykiem na końcu. W razie awarii zakładam to coś na top karpiowy i staram się owinąć ołów lub haczyk wokół widocznego spławika lub jego domniemanego miejsca pobytu. Szczerze mówiąc na wodzie stojącej udaje mi się to zawsze, ale już na rzece może udało mi się zaczepić w ten sposób 50 % przypadków. Resztę wyjąłem przypadkowo pływając innymi zestawami, ale nigdy nie zostawiłem takiej niespodzianki we wodzie, nie zawsze wyjąłem co prawda go na brzeg, bo nieraz po prostu pękała żyłka i spławik odpływał (jak dotąd straciłem 3 lub 4 spławiki). Poza tym nauczyłem się po każdym mocniejszym zaczepie sprawdzać amortyzator przy łączniku (wystarczy naciągnąć i delikatnie przejechać palcami) jak tylko poczuję nierówności zaraz odcinam i wiąże na nowo, albo odkładam top i w domu zmieniam całą gumę. Poza tym jak kupiłem pierwsze (strasznie drogie) spławiki Cralusso to stosowałem 2 krętliki, pierwszy do przyponu, a drugi pod spławikiem i w sumie trzy grubości żyłek, ale tutaj chodziło mi bardziej o uratowanie spławika w razie zaczepu za ołów. I ważna uwaga dla jeszcze niewtajemniczonych: nie szarpcie na siłę tyczką, czy topem (ja się już przekonałem, że to kosztuje) i ciągnąc za gumę lub żyłkę zwłaszcza przy mocniejszych zestawach uważajcie na energię wylatującego z wody spławika i ołowiu, bo może zaboleć, lepiej naciągać zestaw jak najbliżej wody, która zamortyzuje tą energię.
No to może w końcu zadam jakieś pytanie. Jak często zdarza się Wam zerwanie całych zestawów i jak radzicie sobie z tym problemem (słyszałem kiedyś o spinningu i wahadłówce).
I może jeszcze pytanie do Darka Ciechańskiego: jak takie awarie rozwiązuje się na imprezach międzynarodowych, czy są oficjalnie dopuszczone jakieś sposoby, czy załatwia się to grzecznościowo, czy może w ogóle się nie zdarza :S ?