Co roku bywam w zimie na Wieprzu w Krasnymstawie. W zeszłym roku w lutym połowiłem ładnych płotek i jelców, do tego było kilka jazików. Wyjąłem też rzadkiego tam leszczyka. Każdy ładniejszy dzień z dodatnią temperaturą można wykorzystać na taki trening przed sezonem. Byle nie wiało, nie padało i warunki pozwalały w miarę komfortowo spędzić dzień na dworze. Zabieram smużącą, raczej uboga zanętę, przynęty zanętowe z naciskiem na ochotkowate (choćby rozmrożony jokers z zapasów z zamrażarki) i stosunkowo delikatne zestawy.
Z reguły zimą łatwiej znaleźć ryby niż je zwabić z daleka, dlatego należy być przygotowanym na zmianę miejsca jeśli nic się nie będzie działo.
Siadałbym raczej tam gdzie płynie nieco wolniej niż w okolicy, lub jest głęboczek, przeszkoda, rynienka... W zimnej wodzie przemiana materii u ryb zwalnia, potrzebują mniej jedzenia, mniej go zużywają, mają mniej energii i zwyczajnie wolą nie walczyć z uciągiem.
Bardzo lubię takie zimowe wypady. Wtedy cieszą mnie choćby pojedyncze wypracowane rybki.
Jest jeszcze jeden plus takich treningów. Woda w zimie jest zwykle czysta i gdy znajdziemy miejsce gdzie widać dno lub ostatecznie gdzie wpada mała rzeczka, możemy sobie posprawdzać jak zachowują się różne konfiguracje glinowo-zanętowe, jak pracują zestawy, jak wpływają na zanętę różne dodatki, jak długo pracują kule. Oczywiście nie ma to przełożenia 1:1 na zachowanie tych samych kul i zestawów na środku rzeki, czy w większym uciągu, jednak zawsze to jakiś obraz.