Jacek w temacie nietypowych przynęt opisał przypadki ataku drapieżników na pusty czerwony haczyk i gruntomierz. A ile razy zdarza się Wam, że holowaną rybę zaatakuje drapieżnik, ile drapieżników przypadkowo podhaczyliście podczas zacięcia, a ile z nich udało się Wam wyholować? Chodzi mi o skalę zjawiska, żeby uzmysłowić niektórym wędkarzom (zawodnikom), że nieraz nie popełniają żadnego błędu, a zwyczajnie mają pecha, czyli buszującego w łowisku drapieżcę. Do tematu nie wchodzą oczywiście okonie łowione normalnie na robale.
Szczupak podhaczony za oko 1,65kg
Okoń ok. 0,5 kg wyciągnięty na holowaną płoć. W tym samym miejscu podobny okoń (ten ze zdjęcia był już w siatce) odprowadził mi inną holowaną płotkę do brzegu, ale w nią nie trafił, a na koniec wziął mi szczupak (chyba też na płoć), który ruszył z prędkością błyskawicy wyciągając gumę na maksa i obciął żyłkę (była cała poszarpana na końcu)
Ponadto wyjąłem sandacza podhaczonego za brzuch, jakieś 4-5 razy szczupaki łapały mi rybę w czasie holu i co charakterystyczne puszczały zdobycz dopiero po kilku minutach, przy podciągnięciu ich do powierzchni, czyli żaden nie miał wbitego haczyka i kilka razy łowiąc na robaki po zacięciu i krótkim holu wyjmowałem obcięty przypon z charakterystyczną szczupakową tarką na końcu. Wszystkie ryby wzięły mi przy normalnym łowieniu na tyczkę lub bata.
A czy macie jakiś sposób na pozbycie się buszujących drapieżników w łowisku oprócz schowanego w pokrowcu spinningu, którego nie można stosować na zawodach?