Chciałbym uzasadnić dlaczego mój wybór to cralusso bolo a nie surf czy inne. Spławiki bolo i surf mają takie same zadanie- nadają się wyłącznie do bolonki ( surf dodatkowo na żywca ). Niemniej różnią się znacznie swoja budową. Surf wygląda jak nie wiem co ( żaglówka? ). Jego dziwny kształt wyróżnia go od innych spławików. Posiada dwa stery u góry mniejszy u dołu duży, dające możliwość różnorakiego prowadzenia go w wodzie. Bolo to bardziej standardowy spławik, ale o specyficznie wygiętym kilu, i sterze u góry, który tak jak w surfie zakładamy inaczej na lewy i prawy uciąg. Spławiki te mają przewagę od innych standartowych taką, że są trwalsze ( tamte maja korpus z balsy, cralusso z twardej pianki ). Ale nie to je w szczególności wyróżnia. Ich najważniejszą cechą to możliwość obławiania dużej partii wody, bez niepotrzebnego zwijania zestawu i ciągłych rzutów. Jednym rzutem można obłowić cała klatkę między główkami i tak w kółko. Dodatkowo spławiki te maja tendencje do wynoszenia je daleko w górę rzeki i nie spływają w przeciwieństwie do zwykłych przy przytrzymaniu - w kierunku brzegu. To niezwykle istotne i cenne cechy dające przy wyborze spławika już na starcie przewagę.
Dlaczego jednak dla mnie bolo a nie surf?
Ponieważ jest łatwiejszy w obławianiu i prowadzeniu zestawu. W zasadzie, nauczyć się nim można łowić już podczas pierwszej zasiadki na ryby. Surf nie daje takiej możliwości nawet dla wybitnego wędkarza. Aby łowić nim skutecznie trzeba najzupełniej nauczyć się nim łowić. Najczęściej jest to kilka zasiadek, ale komfort w łowieniu pozostaje niestety dalej stale trudny, a nie ma tego przy łowieniu na bolo. Ciągłe platanie zestawu, może być nie do zniesienia. Poza tym w surfie trzeba zgrać ze sobą idealnie wiele elementów czego nie ma w bolo. I co istotne, skuteczność bolo i surfa jest taka sama. Uważam więc, że nie ma potrzeby zawracania sobie głowy spławikiem który dostarcza w łowieniu więcej kłopotów. Oczywiście zdanie moje nie może być profesjonalne, ponieważ to moja subiektywna ocena. Jak napisał kolega wyżej Jemu przypasował surf i jak najbardziej się z tym zgodzę. Wszystkiego można się nauczyć i wszystko można pokochać. Nawet łowienia na surfa. Mi najzupełniej nie leży.
Wymienione spławiki są niezwykle czułe. Nawet 10, 15, czy 20 gram zatopi bez problemu mały krąpik kiełbik czy ukleja. Obydwa nie poddają się tak łatwo wirom występującym w rzekach. Można je w dowolnym momencie zatrzymać i poprowadzić pod prąd zataczając kółka. Surfa jednak lepiej się w tym momencie prowadzi. Tnie wodę jak żyletka. Bolo minimalnie ustępuje bo musi, z uwagi na prostą budowę. Wędzisko 7 m doskonale współgra z obydwoma spławikami. Obydwa można przeciążyć. Stosuje się to przy mocniejszym przytrzymaniu, przegruntowanym zestawie i większym uciągu. Ja nigdy tego nie stosowałem. Tam gdzie łowię na odrze, nie ma takiej potrzeby. Partie wody jakie obławiam, to strona zapływowa i napływowa. Rzadko siadam na szczycie główki. Raczej w połowie ostrogi lub u jej podstawy. Ale wszystko zależy od każdej główki. Najczęściej używam 6 lub 8 gramowego bolo, chociaż posiadam wszystkie możliwe i na nie łowiłem. Podsumowując. Obydwa spławiki bardzo dobre. Prostota i komfort łowienia przemawia za bolo. Jak ktoś będzie miał więcej pytań – odpowiem. Pozdrawiam