Ze swoich obserwacji podczas zawodów, pozwolę sobie umieścić kilka spostrzeżeń.
Piątkowy trening, pokazał, że ryba żeruje i to dosyć dobrze. Tak więc rzucenie zanęty pod skróta, nie było chyba aż tak kardynalnym błędem, ponieważ, gdyby ryba weszła na ten siódmy - ósmy metr, można byłoby batem nieźle "narozrabiać".
Załamanie pogody zrobiło swoje, to raz.
Pokazanie się na brzegu tak dużej liczby ludzi, przy jeszcze dość osłabionym zimną wodą metaboliźmie ryb, który według mnie uwarunkowuje poczucie głodu, a jednocześnie reguluje płochliwość (przez żołądek do serca).
Wrzucenie sporej ilości jedzenia. To kolejne czynniki, które wypaczają założenia taktyczne z treningu - ale na to zawsze bierzemy poprawkę.
Uważam Tomku, że spokojnie mogłeś zjechać w dół obciążeniem głównym, na korzyść zmniejszenia gramatury śrucin sygnalizacyjnych. Ja swoim zjechałem do 20 cm z jedną śruciną nr 12 przy połączeniu 15 cm przyponu z żyłką. Dawało to bardzo szybkie ustawienie się zestawu w pozycji roboczej i dobrą sygnalizację brań.
Przy tej wielkości rybach zestaw zrobiony na żyłce 0,08 mm w zupełności wystarczał.
Potwierdzam spostrzeżenia, co do ustawienia głębokości i donęcania - u mnie działało to w taki sam sposób.