Chciałbym przybliżyć ten jakby nie patrzyć g…ny temat. Do napisania postu skłoniła mnie refleksja i doświadczenie, które zaznałem w dzieciństwie i w zeszłym roku.
Pamiętam sytuacje z moich chłopięcych lat, jak łowiłem ukleje na Odrze, na wyczynowe wędzisko w postaci zestawu na żyłce sumowej. Kija nie miałem, nawet niepotrzebna mi była leszczyna. Zestaw spuszczałem do wody ze znacznej wysokości z larsenów ( u nas służą, jako umocowania do podpływających do brzegu barek). Gdy tak łowiłem, podszedł do mnie taki starszy gościu, z wózkiem suchego gnoju. Nie wiem, co to był za gnój, czy świński, kurzy, czy gołębi. Jak to za komuny bywało z rzucił go z wózka do wody i powiedział, że dopiero teraz będą mi ryby brały. Byłem wściekły na niego, ponieważ nie tylko nie dowierzałem, ale tak zaśmiecił nim wodę, że nie szło rzucić spławika. Prądy wsteczne rozproszyły słomę z gnojem po całej klatce. Ale to, co zobaczyłem w zupełności mi wystarczyło, ponieważ na wodzie ujrzałem piękny i niespotykany taniec ryb. Nie mogłem uwierzyć, jaką zrobił im wyżerkę, owszem większości uklei, ale ja nie dowierzałem, że to ryba potrafi zjeść.
Historia ta pobudziła mnie w zeszłym roku do czynu, kiedy we wrześniu brałem udział w zawodach na wodzie stojącej, na której w 80% dominuje płoć. Dzień przed zawodami zaparzyłem we wiaderku suche odchody gołębie, a razem wyszło tego 5 litrów pięknej miękkiej papki, ala budyń ( ffee) :blush: . Miałem też jednego joka w gazecie.
I co? Nie uwierzycie. Wygrałem zawody batem wynikiem 8160, drugi miał wynik 6640 ( tyczkarz).
Dlaczego chciałem się tym podzielić? No właśnie, czy macie podobne doświadczenia z odchodami gołębimi, jako dodatek i jako główne danie? Dlaczego uważam, że wygrałem zawody odchodami? No, bo jak to wytłumaczyć? Obok mnie po lewej siedział chłopak, który zdobył zaledwie 320 punkt, a po prawej kolega z wynikiem 1900. Zdaje sobie sprawę, że nie same odchody wygrały, ale ściągnęły piękne płociska.
Oczywiście nikogo tym postem nie chcę zachęcać do wypróbowania, bo kto by chciał musi się zmierzyć na początku z własnym obrzydzeniem. Niemniej uważam, że odchody gołębie odpowiednio przyrządzone zasługują na szczególną uwagę. Twierdzę nawet, że kto nie wypróbuje, ten się nie przekona. Pozdrawiam Grzegorz G.