|
Witamy,
Gościu
|
|
TEMAT: Czytanie rzeki czyli gdzie szukać ryby
Czytanie rzeki czyli gdzie szukać ryby 01/28/2010 15:32 #1181
|
|
Kolega Grzegorz poprosił mnie o założenie tematu:
Witam. Miałbym prośbę. Chciałbym aby powstał temat szukania ryb w rzece, miejsc ich połowu i stanowisk. Nie chodzi mi o te miejsca najbardziej proste do obłowienia jakimi są proste odcinki rzeki. Raczej główki i opaski , a także zakręty wewnętrzne i zewnętrze i ich charakterystyka. W necie jest dużo informacji na ten temat, ale trzeba niezwykle szukać. Tu można by to uporządkować. Dlaczego proszę? Może mi nie wypada zakładać takiego tematu. Nie mam z byt dużego doświadczenia na forum. Niemniej taka wiedza na ten temat niezwykle wzbogaciłaby portal, a my wędkarze dostalibyśmy solidną kopalnie wiedzy, bo jak się mówi prawdziwym wędkarzem rzecznym jest ten kto umie czytać rzekę i wie gdzie w danym miejscu i porze roku są dane ryby. Uważam, że taka merytoryka jest na najwyższym poziomie. To moja sugestia i prośba. Na konkurencyjnym portalu informacje są szczątkowe, z resztą z mojej inicjatywy. Ten mógłby w tym temacie błysnąć. Pozdrawiam Grzegorz |
|
[center][color=#800000][b]Grzesiek, Okr
|
O:Czytanie rzeki czyli gdzie szukać ryby 01/28/2010 23:38 #1219
|
|
astor napisał:
Kolega Grzegorz poprosił mnie o założenie tematu: Ale chodzi Tobie o wszystkie miejsca, czy te, do których można dotrzeć i swobodnie łowić wędką spławikową? Bo drgająca szczytówka, czy rzeczny grunt, to zupełnie inne możliwości i obszary rzeczne do obłowienia, innymi słowy to dwa różne zagadnienia :). bo jak się mówi prawdziwym wędkarzem rzecznym jest ten kto umie czytać rzekę i wie gdzie w danym miejscu i porze roku są dane ryby. |
|
Przemo 1969 Pozna
|
O:Czytanie rzeki czyli gdzie szukać ryby 01/28/2010 23:45 #1222
|
|
Słuszna uwaga. Chodzi o miejsca które sięgnie tyczka i długi bat. Niedługo postaram się sam na pisać coś w tej sprawie, ponieważ mam średnie doświadczenie. Ale to w krótce. Musze mieć czas do napisania. Pozdrawiam
|
|
|
O:Czytanie rzeki czyli gdzie szukać ryby 01/29/2010 10:45 #1266
|
|
Wg mnie to temat rzeka. Nadaje się na kilka a nawet na kilkanaście artykułów. Wydaje mi się, żeby konstruktywnie na ten temat dyskutować zachodzi potrzeba minimalnego podziału tematów na:
1. Gatunek ryby 2. Pora roku 3. Rodzaj rzeki i z tym związane miejcówki. Inaczej ustawiają się ryby na małej wąskiej rzeczce a inaczej na przykosie dużej rzeki. Dlatego proponuje rozpocząć dyskusję wg wymienionego klucza poczynając od jazia? Można tez ograniczyć się wyłącznie do główki rzecznej i omówić każdy gatunek w zależności od pory roku. Tu pomocny byłby rysunek. |
|
Pozdrawiam!
autofocus
Ostatnio zmieniany: 01/29/2010 10:48 przez autofocus.
|
O:Czytanie rzeki czyli gdzie szukać ryby 01/30/2010 11:06 #1324
|
|
Ponieważ przeważnie łowię tyczką na rzece Warcie w Wielkopolsce, więc opiszę w skrócie gdzie znajdują się miejsca przeze mnie najczęściej obławiane. Warta poza miastami najczęściej składa się z krótkich ostróg, oddalonych od siebie o jakieś 100 metrów, nieraz zalanych częściowo lub całkowicie, nieraz nieco dłuższych, jak na Odrze oraz z krótkich prostych odcinków. Na początek skupię się na ostrogach typowych, charakteryzując poszczególne miejsca.
![]() 1. Nurt. Siedzenie znajduje się na samym końcu ostrogi, a ja wyjeżdżam tyczką na wprost, w sam nurt. Takiego łowienia próbowałem tylko w miesiącach letnich i chociaż spodziewałem się dużych ryb, to dyskiem 25g z dna łowiłem tylko małe i średnie ryby w tym dużo uklejek i kiełbi. Z ciekawostek, okazało się przy gruntowaniu, że koryto rzeki wcale nie musi pogłębiać się w kierunku środka. Raz musiałem skrócić zestaw do 9 metrów, bo dalej było wypłycenie. Trzeba uważać przy gruntowaniu blisko ostrogi, bo gruntomierz może utkwić w kamieniach lub faszynie. Może jeszcze kiedyś spróbuję takiego łowienia, chociaż jest to ciężka robota jak na „betonach”, a ja nie doczekałem się ryb godnych tego wysiłku ![]() 2. Warkocz. Tutaj można usadowić się również na końcu ostrogi, po jej prawej stronie, ale ja z reguły siadam dwa, trzy metry bliżej. Trudno na „oko” określić głębokość miejsca, w którym stykają się dwa prądy, czyli główny z wstecznym, a to może mieć decydujące znaczenie o wyniku połowu w takim miejscu. Po latach łowienia to się po prostu czuje i pewnie wiem dlaczego wybrałem tą ostrogę, chociaż trudno mi to uzasadnić. Może po długości tworzącego się warkocza, może po wielkości wirów, nie wiem co decyduje o wyborze. To miejsce posiada dwie charakterystyczne cechy: pierwsza to łączenie się dwóch prądów tworzących warkocz na powierzchni i niestabilne, ale ciekawe prądy na dnie, a drugie to wypłycenie, a właściwie grzbiet ciągnący się wzdłuż tworzących się wirów warkocza. Takie miejsca obławiałem od wiosny do jesieni i ciągle nie wiem jakie są reguły przebywania i żerowania tam ryb. Jak w jednym roku, w czerwcu łowiłem tam jazie, płocie, krąpie i leszcze, to rok później w czerwcu trafiały mi się przypadkowe okonie i małe płoteczki. Identyczna sytuacja występowała w pozostałych porach roku. Podsumowując, w warkoczu złowiłem dużo ryb na wiosnę i w lecie, natomiast jesienią od września to już czysta loteria i mam wrażenie, że pojawienie się tam ryb ma niewiele wspólnego z moimi poczynaniami, a raczej z odpowiednim czasem połowu. ![]() 3. Napływ. Stanowisko ustawiam analogicznie, jak do warkocza, ale po drugiej stronie lub gdy ostroga jest krótka na brzegu kilka metrów przed nią. Z reguły są to miejsca stosunkowo płytkie, ale dobrze natlenione, przez które przepływają jadalne cząstki nanoszone głównym nurtem. Dlatego jak na stołówce ryby pojawiają się tutaj często, ale nie zawsze gatunkowo i przede wszystkim wielkościowo odpowiadające moim wymaganiom. Z ciekawostek, to właśnie na napływie złowiłem najwięcej kleni, głównie wiosną. Metody połowu to od klasycznej przepływanki do klasycznej przystawki, wszystkie się sprawdziły, ale rzadko w tym samym dniu. Wieczorem lubią wejść na napływ leszcze i to takie na medal, chociaż jest to związane raczej z ich rytmem żywieniowym, a nie z dobrą zanętą (ale człowiek się lepiej czuje, gdy znalazł tajną broń, pomimo, że w innym miejscu, czy czasie nie działa). Porównując wyniki z warkocza i napływu, to warkocz u mnie bije na głowę napływ pod względem wagowym, ale jest to uzależnione od samego wyboru obu stanowisk. ![]() 4. Jest to kontynuacja napływu przy dłuższej ostrodze. Przeważnie łowię tam, kiedy na napływie nic się nie dzieje i najczęściej trafiają się tam okonie i małe płotki oraz ukleje, oczywiście przy długiej ostrodze i większej głębokości można złowić coś konkretnego, tylko, że na Warcie takich ostróg za wiele nie ma. 5. Pomiędzy dwoma ostrogami. I to miejsce polecam zawodnikom, gdyż tutaj chyba najłatwiej ściągnąć ryby do zanęty. W zależności od długości ostróg, tyczką można sięgnąć do połowy klatki lub aż do głównego nurtu. Stanowisko ustawiam mniej więcej na środku pomiędzy główkami w zależności od wniosków z gruntowania, a tutaj przeważnie łowię na klasyczną przepływankę. Z gatunków ryb, to udało mi się łowić od jelcy, kiełbi uklei przez płocie, krąpie, karasie, okonie po leszcze, jazie i klenie, z tym, że nieraz rybek było sporo, a nieraz zaledwie kilka brań. Ten odcinek rzeki charakteryzuje się chyba najmniejszymi różnicami w wynikach niezależnie od pory roku, ale i tak jak w pozostałych przypadkach rozpoczynam i tutaj łowienie z wielką pokorą. ![]() 6. Prąd wsteczny wzdłuż ostrogi. Sytuacja niby podobna do 4, ale tutaj miewałem lepsze wyniki, a i głębokość bywa w takich miejsca większa, co przyciąga nieco większe ryby. Generalnie miejsca 4 i 6 są obławiane przeze mnie dopiero, gdy zagląda mi w oczy widmo klęski i szukam ostatniej deski ratunku. Nie mniej muszę zaznaczyć, że na długich ostrogach te miejsca bywają całkiem atrakcyjne, ale trzeba je najpierw porządnie wygruntować (zresztą jak wszystkie). 7. Spływ przy roślinności wynurzonej. Na Warcie rzadko występuje trzcina, a ja nie jestem botanikiem, więc chodzi mi o wszystkie zielsko, które rośnie we wodzie, wystaje nad powierzchnię i jest szersze od dwóch metrów. Muszę przyznać, że zdarzało mi się wygrywać zawody rybami złowionymi spływającą bombką przy samym zielsku, chociaż wymaga to nieco wprawy. Tak naprawdę to nie ma specjalnego znaczenia, gdzie taki pas roślinności występuje, ale najczęściej można go spotkać przy brzegu pomiędzy ostrogami. Główne ryby, których można się tutaj spodziewać to płocie, klenie i wzdręgi, z tym, że klenie często nie mają miary, natomiast płotki i wzdręgi bywają w sam raz. Ryby chowają się w roślinach przez cały czas, chociaż nie zawsze można je stamtąd wywabić, natomiast moje doświadczenie nauczyło mnie szczególnie skupić swoje siły w takich miejscach podczas jesiennych wypraw na ryby, kiedy inne sprawdzone w lecie stanowiska zawodzą. ![]() I jeszcze jedno. Te prądy na środku klatki, które narysowałem są teoretyczne, bo tak naprawdę każda klatka ma swoją charakterystykę, ale wszystko można rozgryźć. Jeżeli chodzi o czytanie wody, czyli wybór stanowiska na początek łowienia, to pomimo wielokrotnego obławiania przeze mnie odcinków Warty z ostrogami, to poza łowieniem w nurcie, do którego muszę się osobno przygotować, to na początek siedzisko ustawiam w miejscu, które mi najbardziej odpowiada, a nie koniecznie rybom. Niestety przekonałem się, że jeżeli chodzi o tę rzekę powtarzalność sukcesu jest trudna do osiągnięcia nawet przy tych samych miesiącach, porach roku, zanętach i technikach prowadzenia zestawu. Praktycznie każda ostroga i przestrzenie między nimi są niepowtarzalne i często pierwszy wybór stanowiska nie jest ostatnim. Nie wspominam tutaj o bankowych miejscówkach, czy znanych zimowiskach, gdzie każdy jest wstanie złowić rybę, bo chodzi przecież o samodzielne rozpoznanie i rozpracowanie dowolnego odcinka rzeki. O łowieniu między zatopionymi ostrogami i na prostych odcinkach Warty napiszę trochę później lub wcale, jeżeli stwierdzicie, że już wystarczy. |
|
Przemo 1969 Pozna
|
O:Czytanie rzeki czyli gdzie szukać ryby 01/31/2010 18:35 #1395
|
|
Chciałbym dodać do tego atrakcyjnego tematu i ja kilka zdań. Czytanie rzeki to jedna z najtrudniejszych czynności. Jest trochę jak z pogodą, bywa nieprzewidywalna. Niemniej można ją nieco zrozumieć, a na pewno nie w całości ogarnąć. Przemek opisał jasno występujące problemy, z którymi trzeba się zmierzyć. Nie wszystko zawsze wydaje się jasne. Ja skupie się teraz na jednym gatunku ryb, który w szczególności nauczyłem się łowić na spławik i sobie upodobałem. To kleń. Dlaczego ten gatunek?. To mój indywidualizm. Jedni wolą blondynki inni brunetki, a ja klenie. Może też dlatego, że w rzece Odrze, na której łowię ( dolnośląskie) jest ich mnóstwo.
Chciałbym, aby wszyscy czytający nie podchodzili do mojego tematu, jako pewnik, ponieważ moje obserwacje są zbyt skąpe, niepełne i zaledwie kilkuletnie. Poza tym wszystko, co opisze, to tylko obserwacje, a nie wnioski, ponieważ nic nowego nie mam w uzasadnieniach poza tym, co można przeczytać w literaturze wędkarskiej. Na jednym łowisku się sprawdzi, a niekoniecznie np. na Warcie. A więc do rzeczy. Gdzie je szukam? Między ostrogami. Od czego warunkuje miejsce? Najczęściej od głębokości, pory roku i godziny. I tak, jeśli jest niski stan wody, łowię je po stronie zapływowej, jak i napływowej. Jak jest wyższy, staram się siadać tam gdzie płyciej z uwagi na ograniczone możliwości bolonki i bata 8m, na które łowię, a więc strona napływowa, ponieważ na naszych główkach przy dużym stanie wody po stronie zapływu głębokość osiąga nieraz 7 – 8 – 9 m, a ja ich szukam przy dnie. Wiosną ( czerwiec) najwięcej złowiłem je na napływie w godzinach 6 – 12 maksymalnie do 15. Potem brań nie było. Nie umiem uzasadnić, dlaczego. Pewnie upodobały sobie późniejsze godziny w głębszej wodzie. Jesienią przenoszą się właśnie tam. Po stronie zapływowej można je łowić praktycznie cały rok, ale miesiące letnie i jesień to najlepszy okres dla tych miejscówek. W zimie nie łowię, więc doświadczenia nie mam. Skąd wiem gdzie są? Po prostu wiem. Kleń kocha miejsca ostróg. Nasze ostrogi są bardzo atrakcyjne dla niego, jest ich dużo- małych, średnich, dużych, bardzo dużych, stają się dla mnie poligonem doświadczalnym, a miedzy nimi to jego królestwo. Gdzie są brania klenia?: ![]() 1. wiosna godz. 6- 14: stanowisko nr. 2, 3, 4, 5, 6 ( w czerwcu biję rekordy); 8,9,10 od rana do wieczora 2. lato: rano, południe nr. 2, 3, 4, 8, 9, 10, 12; popołudnie od godz.15 i wieczór : 8, 9, 10, 12, 13 ( brak brań na 2, 3, 4, jeżeli już to sporadyczne). 3. jesień: obojętnie, o której godzinie: 8, 9, 10, 11, dodatkowo w południe (słabo) 2, 3, 4 4. Rzadko łowię na stanowisku 7, 14, dlatego mam małą wiedzę. 5. Na stanowisku 1 nigdy nie łowiłem, ale na pewno tam żerują. Zauważyłem pewną prawidłowość, która jeszcze mnie nigdy nie zgubiła. Jeżeli łowiąc na jakimś stanowisku, nie bierze przy okazji drobnica w postaci krąpia, płotki, to kleń też słabo bierze. Nie umiem tego wyjaśnić ( może brak mięsa – czytaj dalej o mojej zanęcie). Wtedy przechodzę na drugą stronę ostrogi i ją obławiam. Najczęściej nie zawodzą stanowiska 8, 9, 10, ale jak się dobrze trafi na napływ można ich strasznie natrzaskać. Jeśli chodzi o inne gatunki ryb, moje obserwacje są następujące: Stanowisko nr 2, 3, 4- kleń, płoć, jaź, krąp, leszcz ( mały i duży) Stanowisko 4, 5 – świnka, certa, jaź Stanowisko 8, 9 – kleń, krąp, pojedynczy leszcz ( duży) Stanowisko 10 – kleń, krąp, płoć, wzdręga, certa ( najwięcej krąpia) Stanowisko 11, 12, 13 – kleń, płoć, krąp, certa, świnka, leszcz Oczywiście nie ma nic pewnego, bo najczęściej w Polsce tylko ryby nie biorą i czasami do domu przyjdę o kiju, ale zdarza mi się to rzadko. Należy pamiętać, że moje dane są tylko teoretyczne. Wszystko zależy od stanu wody, głębokości, dna, odległości ostrogi i jej długości. Coś, co jest pewne na jednej główce na innej niekoniecznie się sprawdzi. Uważam nawet, że każda główka ma swój osobisty charakter. Chciałbym napisać jak udaje mi się wyselekcjonować klenia z pośród innych gatunków. Tylko zanętą. Jaką? To nie Sensas, Marcel itp. Kleń nie potrzebuje sensasa. Mam swojego, wypróbowanego i tak subtelnego, że nie powstydziłby się jej sam Will Raison :P Oto składniki: 1. 13 litrów chleba rozdrobnionego. Wcześniej namoczony i wyciśnięty 2. 2 -3 kg kukurydzy ześrutowanej. Może być dowolna tania lub droga zanęta, bądź baza 3. 1 klej 4. 1 zapach wanilii za 3 zł, bądź inny. 5. 3 kg gliny. Tutaj uwaga. Nie kupuje gliny, tylko stosuję swoją. Suszę na żywym słońcu. Następnie deptam, robię na kształt cukru lub mąki. Tak, tak, tu może być śmiech. Zgadzam się, że moje podejście to era kamienia łupanego, ale ja tak robię i zamierzam tak dalej, jeśli będę tylko skuteczny. 6. Wszystko mieszam razem, wskazane przetarcie przesz sito. Kleń musi się bardziej napracować i wtedy buszuje. Wychodzi tego pełne wiadro 17l. 7. Przy rzucie ulepionych kul do wody, wkładam do środka dwa małe kamyczki, aby dociążyć. Dlaczego tak prymitywnie ktoś może zapytać? Bo kleń nie jest wybredny. Zje wszystko, co mu się podrzuci. Trudno go przekarmić. Jest jak odkurzacz. Chleb ma swój specyficzny zapach, który uwielbiają klenie. Warunek- musi być tego dużo. Wszystkie, które łowię, dosłownie wymiotują nim. Nie stosuje żadnego mięsa, bo nie widzę takiej potrzeby. Ale myślę, że to mój błąd, bo kleń nimi tym bardziej nie wzgardzi. Zresztą musze przyznać, że największe złowiłem właśnie na białe robaki. Moja zanęta kosztuje około 10 zł. Na haczyk zakładam kukurydzę, nieraz białego, albo robie kanapkę: kukurydza z białym. Muszę zaznaczyć, że tak uboga zanęta, ma tez swoje słabe strony. Chcąc nie chcąc, nie wprowadzę innych cennych gatunków ryb. Leszcz na moim haku, rzadko siedzi. A na innym łowisku dostałbym baty. Tutaj też zauważyłem pewną prawidłowość. Jak stosowałem lepsze zanęty bez dodatku chleba, łowiłem leszcze, płocie, krąpie, certy świnki, a kleni cieniutko. Jak odwrotnie, to też wyniki odwrotne, klenia ful, innych mało. Ta wiedza skłania mnie do dokonania wyboru, co chciałbym dzisiaj łowić. Na koniec konkluzja. Nie napiszę ile ich złowiłem, choć strasznie mnie korci. Mam swoje powody, a nie chciałbym być źle odebrany. Jestem przekonany, że swój wynik zawdzięczam trochę sobie, wiedzy zdobytej z literatury i tradycyjnym metodom, które u nas nie są za bardzo popularne. Większości rzuca swoje kulki ołowiane daleko w głąb nurtu czekając na zlitowanie ryby. Ja ciężko pracuje spławikiem, a do domu wracam zmęczony. Kiedy czytam zmagania zawodowców na innych łowiskach, którzy wygrywają zawody 8-10 kilogramami trochę ich żałuje, że tak cienko, z drugiej strony zaraz myślę, że ja na takim łowisku z moją zanętą niemiałbym, co robić. A gdyby oni przyjechali na zawody do nas, samymi kleniami zrobiliby wynik dwucyfrowy. Ponieważ nasze koło nie organizuje zawodów spławikowych na Odrze, myślę, że dzięki temu nasze łowiska nie są wysłużone. Z tego się cieszę, ale przez to nie mam możliwości weryfikacji tego, co umiem i zaobserwowałem. I jeszcze jedno. Moje obserwacje, ( bo trudno to co napisałem uznać za wnioski) ograniczają się do łowienia między główkami. Nigdy nie łowiłem na prostych odcinkach rzeki, jak i na opasce czy zakrętach, więc na tym polu jestem dętka. Ale z przyjemnością poczytam artykuł kogoś, kto chciałby się swoją wiedzą choć minimalnie podzielić. Pozdrawiam |
|
Ostatnio zmieniany: 11/21/2011 21:03 przez Grzegorz. Powód: zmiana obserwacji
|
O:Czytanie rzeki czyli gdzie szukać ryby 01/31/2010 20:43 #1413
|
|
dobry post grzegorz .a ja mam do ciebie pytanie ? czy mozna robić manewry bolo na kanale?, gdzie jest równy uciąg wody niema pradów wstecznych itp. czy bolo zdaje egzamin tylko przy łowieniu z warkoczami i pradami wstecznymi .pozdrówka.
|
|
|
O:Czytanie rzeki czyli gdzie szukać ryby 01/31/2010 22:19 #1420
|
|
Wątpliwa sprawa. Bolo jest tak skonstruowany, że potrzebuje znacznego prądu, aby ten z kolei kierował go przy naszej pomocy w druga stronę. Ten na kanale na pewno jest minimalny, więc efekt też będzie mizerny. No cóż jego przeznaczenie to tylko rzeka. Pewnie, że można spróbować, ale ja już teraz widzę to czarno.
|
|
|
O:Czytanie rzeki czyli gdzie szukać ryby 02/05/2010 18:52 #1561
|
|
Kontynuując wątek czytania rzeki, chciałbym teraz opisać typ warciańskiego łowiska charakteryzujący się ostrogami, które przy normalnym stanie wody znajdują się pod wodą. Wbrew pozorom takich miejsc na Warcie nie brakuje, a te pozory, to odcinki rzeki (cały czas temat dotyczy łowisk poza miejskich), które wyglądają na zupełnie proste i równe, jakby przerwy w regulacji między widocznymi główkami. Najlepiej przekonać się o istnieniu takich dziwolągów przy niskim stanie wody i naprawdę warto przy okazji wybitnej suszy udać się nad swoją ulubioną rzekę i ją dokładnie obejrzeć, a najlepiej sfotografować wszystkie widoczne anomalia znajdujące się zwykle pod wodą.
Jak poznać, gdzie znajdują się zalane ostrogi? Najłatwiejszym sposobem jest znalezienie resztek kamieni na lub przy brzegu, ale są to raczej sporadyczne przypadki. Generalnie przy normalnym stanie rzeki woda odbijająca się od podwodnej ostrogi musi załamać swój bieg, co przeważnie ukazuje się na powierzchni w postaci zmasowanych zawirowań na ograniczonym obszarze (trochę to wygląda jakby wybuchały pod powierzchnią małe wulkany), niezależnie od tego lub wspólnie może utworzyć się warkocz z wirami, ale czasami, gdy główka jest utopiona dosyć głęboko, to jej umiejscowienie bywa prawie niezauważalne, co najwyżej występują minimalne pofalowania wody na powierzchni. Mamy natomiast dużo szczęścia, gdy uda się wizualnie dostrzec pod wodą taką utopioną główkę. Wszystkie te spostrzeżenia są realne tylko w przypadku gładkiej wody, bo przy wietrze czasami trudno zorientować się w którą stronę Warta płynie. Jeżeli chodzi o długość tych ostróg, to z reguły są one krótkie, zniszczone i rozmyte przez tony przepływającej, dosyć szybkiej warciańskiej wody, ale bywają czasami wyjątki od reguły. ![]() ![]() To samo miejsce, różny stan wody i wyraźnie zaznaczona linia zatopionej ostrogi na górnym zdjęciu przy niższym poziomie rzeki. Generalnie trzeba koniecznie rozróżnić miejsca z ostrogami zalanymi z powodu wysokiego stanu wody od miejsc z ostrogami zalanymi przy normalnym, czy nawet niskim stanie wody, bo w przypadku tych pierwszych, prawdopodobnie na skutek szybkiego podnoszenia się stanu rzeki, znacznego zwiększenia się przy okazji jej głębokości oraz towarzyszącym przyborom zmętnieniu, stanowiska między tymczasowo zalanymi główkami nigdy nie obdarzyły mnie choćby przyzwoitym wynikiem. Zupełnie inaczej jednak wygląda sytuacja z wynikami, jakie osiągałem łowiąc między standardowo zatopionymi główkami. Może jednak zacznę od moich prób rozpracowania okolic znajdującej się pod wodą główki. Podobnie jak w przypadku zwykłej ostrogi szukałem ryb za pomocą tyczki oczywiście zarówno od strony typowo napływowej, jak i po drugiej stronie, która przeważnie charakteryzuje się wymytym dołkiem na skutek opływającej wody i prądem płynącym w tym samym kierunku, co przed ostrogą, chociaż przy niskiej wodzie może nieco skręcać w kierunku brzegu lub środka rzeki. Jeżeli chodzi o wyniki, to praktycznie nie udało mi się złowić tutaj nawet jednej przyzwoitej ryby. Od strony napływowej kładłem kule kilka metrów przed główką, podawałem luźną zanętę wysoko w górę rzeki i podawałem precyzyjnie kubkiem małe dociążone i mocno sklejone kulki, które miały rozmywać się na zatopione kamienie. Zestawy z bombkami o różnych gramaturach (nie stosowałem dysków ze względu na potworną ilość zaczepów) prowadziłem na różne sposoby od mocnego przytrzymania do luźnego spływu, po doprowadzanie haczyka pod same kamienie i mocne przytrzymanie w celu obłowienia górnej części zalanej główki. Niestety poza drobnymi płotkami, kiełbikami, jelcami i okoniami nie trafiłem tam na nic większego, natomiast całkiem dobry wynik osiągnąłem w zrywaniu przyponów (zawodnicy trafiający na podwodne ostrogi podczas zawodów w Poznaniu będą wiedzieli o czym piszę). Podobne ryby udało mi się złowić z drugiej strony zatopionej główki, no może z większą dominacją płotek, ale za to bardzo szybko kończyły się brania. Do w miarę przyzwoitych ryb dotarłem dopiero wtedy, gdy udało mi się sięgnąć tyczką za ostrogę, ale po zerwaniu dwóch zestawów z dyskiem zaprzestałem dalszych prób (zaczepiłem ołowiem chyba o faszynę). Jeżeli chodzi o mnie, to na dzień dzisiejszy odechciało mi się obławiania takich miejsc, chociaż zdaję sobie sprawę, że każda zalana ostroga jest inna, tylko trochę szkoda sprzętu. Zawsze ważny jest wynik pierwszego łowienia w nowym miejscu. Ja wybrałem stanowisko między zatopionymi ostrogami zupełnie przypadkowo, a o tym, że usadowiłem się niemal na środku między nimi dowiedziałem się dopiero po dwóch miesiącach, kiedy pojechałem tam drugi raz przy katastrofalnie niskiej wodzie. Jeżeli chodzi o wynik, to udało mi się wtedy złowić kilkanaście ładnych krąpi i kilka średnich leszczy oraz jednego takiego prawie kilowego. Od tamtej pory zacząłem coraz częściej szukać takich miejsc i analizować ich cechy charakterystyczne. Główną cechą prostych odcinków znajdujących się między zatopionymi ostrogami jest niezmienny w porównaniu do nurtu głównego kierunek prądu. Ale tak naprawdę obie ostrogi i tak maja wpływ na prąd podwodny, który zostaje jednak delikatnie przyhamowany przez pierwszą główkę, a odbijając się od drugiej czasami przyczynia się do powstawania przy brzegu prądu wstecznego. I to jest zasadnicza różnica w porównaniu zarówno do zwykłych napowierzchniowych główek, jak i do uregulowanego betonem odcinka rzeki. Prawdopodobnie te niewielkie zmiany powstrzymujące siłę głównego nurtu oraz wymywanie z pierwszej ostrogi przez prąd różnego rodzaju naturalnego pokarmu ryb powoduje, że ryby dosyć chętnie odwiedzają te podwodne klatki między ostrogami. Lekkie spowolnienie prądu prawdopodobnie ma również wpływ na występowanie tam różnych podwodnych żyjątek, które jeszcze bardziej przyciągają ryby. Najczęściej trafiam tam na racicznice i małże, a także na kawałkach wyciąganych z wody gałęzi i zielska znajduję ślimaki, jakieś pełzaki, pijawki i inne drobne, jadalne ustrojstwa, ale zawsze jest tego sporo (w zimie tam nie łowię). Jak można się zorientować gruntując takie łowisko, aż prosi się o znalezienie kolonii racicznic, chociaż dużo łatwiej jest je wyciągnąć zaczepiając spływającym przyponem, przeważnie w całym pęku (o ile mamy odpowiednio mocny sprzęt). Generalnie trafiałem w takich miejscach na najrozmaitsze ukształtowanie dna od prawie płaskiego do dołków, górek i spadków w obie strony, ale nigdy nie miałem jakiś skrajnych sytuacji, może poza zwiększoną ilością zaczepów, no ale gdzie patyki tam wyniki. No właśnie jeżeli chodzi o wyniki, to poza „betonem” w Poznaniu są to moim zdaniem najrybniejsze odcinki rzeki Warty (z wyłączeniem miejscówek i zimowisk). Owszem zdarzały mi się prawie bezrybne wyprawy, ale jednak większość moich wypadów między zatopione ostrogi kończyła się przynajmniej przyzwoitymi wynikami (najczęściej staram się dotrzeć do tych większych ryb, kosztem wagi na drobnicy) ![]() ![]() ![]() To są przykłady szlachetniejszych ryb, które można tam trafić, nie licząc tych, które rwały zestawy. Jeżeli chodzi o zestawy, to niewiele różnią się od tych betonowych, chociaż najciężej łowiłem bodajże 20 g dyskiem bardzo powolnym spływem z przytrzymaniem (oczywiście dużo zależy od stanu wody im wyższy tym większy prąd). Również klasyczna przepływanka przynosi tutaj efekty, zwłaszcza, gdy przy połowie z dna robią się przestoje w braniach. I jeszcze odnoście pór roku. Te stanowiska obławiałem od kwietnia do października i w zależności od okresów tarłowych, stanu wody i zmian atmosferycznych dobre brania występowały aż do połowy września, a później to już niestety trzeba trafić w dzień i porę dnia, bo zanęta przestaje spełniać swoje podstawowe zadanie, czyli ściągnięcie ryb w łowisko, co najwyżej potrafi je tam zatrzymać. |
|
Przemo 1969 Pozna
Ostatnio zmieniany: 02/05/2010 18:56 przez Przemol7.
|
|
Wygenerowano w 0.49 sekundy




 Bablin.jpg)






