Wrzucę kilka informacji o poznańskim odcinku Warty, bo przecież już niedługo się zacznie. Wczoraj byłem na rybach, ale po drugiej stronie Warty, mniej więcej na wysokości zwyczajowego miejsca zbiórki. Z informacji ogólnych mogę podać ciekawostkę, że trwają prace czyszczące dno rzeki. Nie widziałem tego osobiście, ale w moim Kole mówiono o sprzęcie, który usypuje górki z piachu i wyrzuca gałęzie na brzeg. Coś w tym musi być, ponieważ nie straciłem dzisiaj na zaczepie ani jednego haczyka (za to dwa przypony zerwały mi ryby, jeden to leszcz w podbieraku – zdarza się, a drugi na ostatnim przepuszczeniu ładny jaź lub leszcz, bo zrobił mi się supełek na przyponie, a ponieważ od 15 minut nie miałem brania i już chciałem kończyć, więc sobie odpuściłem - normalny wstyd :blush: ). Generalnie przy takim stanie wody (sięga do połowy betonu)
prowadzenie po dnie zestawu na jedenastym, czy trzynastym metrze byłoby utrudnione powtarzającymi się przerwami na wiązanie nowych przyponów. Niestety trochę za wcześnie zjawiłem się na łowisku (po 11.00 przy 9 stopniach C), bo ryby tak naprawdę zaczęły żerować dopiero po drugiej, ale dopiero po trzeciej podszedł do mnie znajomy, który potwierdził, że przy takim zimnie najlepiej biorą dopiero po południu. Właściwie po zanęceniu miałem tylko trzy brania, z czego udało mi się złowić jedną płotkę. Moim największym błędem był brak zestawów do łowienia na stopa, ale miałem ochotę na zabawę z przepływanką. Ostatecznie skończyłem na zestawie 22 gramy (najcięższy jaki miałem), który musiałem i tak nieregulaminowo przegruntować, bo inaczej nic bym nie złowił. Dlaczego? Ponieważ po raz pierwszy zastosowałem klej arabski super mocny Górka ze żwirem, robakami i atraktorami, co spowodowało, co prawda dopiero po paru godzinach, że ryby ustawiły się tylko przy tych kulkach (reszta zanęty i gliny już się pewnie wymyła). Niestety moc nurtu razem z ponad trzy metrowym gruntem nie pozwalała mi przytrzymać 22 gramy ołowiu na kilka sekund przy dnie, a dzisiaj było to potrzebne do większej ilości brań.
zwróćcie uwagę na człowieka po drugiej stronie rzeki, który idzie w normalnym tempie i porównajcie z prądem Warty
W rezultacie musiałem wyćwiczyć sobie swoisty taniec zestawu, a i tak brania mogłem się spodziewać tylko w momencie lekkiego spowolnienia uciągu, bo za diabła nie chciały skubać nad dnem. Jeżeli chodzi o gatunki poławianych ryb, to było oczywiście kilkanaście płotek, ale niestety małych, dwa leszcze, z czego jeden ok. 1,2 kg,
dwa piękne jelce
i tylko jeden krąp. Dla zainteresowanych mogę jeszcze dodać, że przy brzegu buszowało trochę uklejek.
Aha dowiedziałem się jeszcze, że duża płoć (tzw. bagrówa po poznańsku) jest w tej chwili na tarle i że za komuny było lepiej (tutaj do końca nie skumałem, czy z rybami, czy z życiem w ogóle :laugh: ).
Jeżeli chodzi o klej super mocny, to będzie to chyba jeden z najlepszych patentów jaki zastosuję na Warcie od tego roku, ale muszę jeszcze przećwiczyć kilka pomysłów. Dodam tylko, że do mieszania i sklejania kulek założyłem gumowe rękawiczki, do których "towar" słabo się kleił, a do tego bez problemu dały się umyć nawet w bardzo zimnej wodzie.