Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1
  • 2

TEMAT: Nietypowe i niestandardowe przynęty

Nietypowe i niestandardowe przynęty 02/20/2010 12:42 #1989


  • Posty:54
  • Grzegorz
  • ( Użytkownik )
  • Ukleja
  • Offline
Witam wędkarzy. Chciałbym się zapytać, czy macie jakieś doświadczenie w łowieniu na nietypowy przynęty typy: kiełbasa, słonina, marchewka, jabłko, gruszka, rodzynki, mielonka, burak, pietruszka itp. Zdaje sobie sprawę, że najlepszej odpowiedzi udzieliłyby ryby. Ktoś może zapytać po co to? No właśnie, słyszałem tu i ówdzie, że ten lub tamten łowił z jakimś skutkiem. Przyznam nigdy nie łowiłem na te "dziwactwa", ponieważ szkoda mi było wykorzystać zasiadki na testy, ale może się też okazać to jakąś tajną bronią nie tylko na zawody. Co wy chłopaki i dziewuchy na to? Pozdrawiam Grzegorz G.

O:Nietypowe i niestandardowe przynęty 02/20/2010 13:52 #1996

  • wędkarz
  • ( Gość )
W zeszłorocznym numerze "Advance Pole Fishing" był taki fajny artykuł -naczelny redaktor pojechał do Tesco po zakupy które miały być zanętą i przynętą na ryby, oczywiście w grę wchodziło tylko to to co mógł kupic "na sali" jak dobrze pamiętam zanętą była kukurydza z puszki wymieszana z jakąś karma dla psów czy kotów, przynety to najtańsze puszki z pokarmem dla psów, były tez mrożone krewetki, ser pokrojony w kostkę i chleb tostowy.
Poniewaz rzecz działa sie w Anglii gosć "nawalił" pieknych karpi, leszczy kleni, itd.oczywiscie ryby brały na wszystko zarówno na kostki sera czy rozmrozone krewetki, kostki pokarmu z puszki o chlebie czy kukurydzy nie wspominając....ale to było w Anglii gdzie rybostan jest delikatnie mówiąc zdecydowanie bardziej bogaty, a przy naszych "biednych" wodach kombinujemy z ochotką na haczyku 20 i niestety chyba jest to skuteczniejsze niż np kostka sera.

O:Nietypowe i niestandardowe przynęty 02/20/2010 17:03 #1999


  • Posty:194
  • Przemol7
  • ( Użytkownik )
  • Ploc
  • Offline
Odnośnie kostek sera, to mi sprawdziło się stare powiedzenie „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. Być może podobnie podchodzą do tematu ryby. Historia, o której chcę wspomnieć miała miejsce na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to często spacerowałem sobie z karabinem wzdłuż granicy z Niemcami na Nysie Łużyckiej. Zaznaczam, że zarówno karabin, jaki i pobyt w uzdrowisku znanym potocznie pod nazwą „strażnica WOP” miał charakter czysto przymusowy, co znacznie ograniczało moje możliwości finansowe do comiesięcznego, symbolicznego żołdu. Nie mniej jako nałogowy wędkarz musiałem kombinować jak przetrwać te ciężkie chwile nie rezygnując jednocześnie z wszystkich nałogów, w tym z wędkarstwa. Zwyczajowo w czasie patroli posiadałem przy sobie nawinięty na klapce gotowy zestaw, a w strategiczno-obserwacyjnych miejscach rzeki przygotowane wędki wycięte niezbędnikiem z leszczyny (coś między królem Ćwieczkiem, a wczesnym średniowieczem :silly: ) i w przerwach na służbie, wolnych od łapania niebezpiecznych przestępców przekraczających granicę naszego państwa, zakładałem na haczyk kulkę z chleba lub wykopane na prędce robaki (a miałem nad nimi zdecydowaną przewagę militarną, więc poddawały się bez walki :lol: ) i zarzucałem zestaw w odmęty tej szybkiej rzeki. Efekty tego procederu bywały mizerne, ale mi chodziło przecież o zupełnie coś innego niż wynik. Na szczęście każdemu żołnierzowi, który nie podpadł dowództwu z różnych powodów (nie będą dawał przykładów, bo to czytają przecież kobiety i dzieci :ohmy: ) przysługiwała tzw. „stałka”, czyli możliwość opuszczenia miejsca zakwaterowania na podstawie posiadanej „przepustki stałej”. Chociaż różnie układały mi się służby, to przynajmniej raz na dwa tygodnie udawało mi się wyrwać na ryby, na pobliską przecież Nysę. Takie wyjście poprzedzone było oczywiście odpowiednimi przygotowaniami. Najpierw musiałem załatwić sobie przynęty oraz łapówkę (?). Chodzi tutaj o zwykły żółty ser, który kombinowałem od „gospodarczego”, czyli żołnierza odpowiedzialnego za wyżywienie na strażnicy (zapewniam, że nikt nie głodował z tego powodu ;) ), a następnie część zdobytej kostki sera wycinałem sobie na przynętę i zanętę, a większą resztę dawałem miejscowemu starszemu i jedynemu wędkarzowi we wsi w zamian za wypożyczenie 2 wędek na parę godzin. Gościu zawsze był chętny do tej transakcji, bo wiedział, że wystarczy mu przynęty przynajmniej na kilka dni, a to on mnie przekonał do tej przynęty. Oprócz sera chwytałem także rosówki, które wychodziły na powierzchnię na zawołanie. Cała akcja odbywała się na podwórku wspomnianego wędkarza, a polegała na wcześniejszym polaniu fragmentu ziemi wodą i po kilkudziesięciu minutach wbiciu wideł w ziemię podłączonych do akumulatora. Po chwili wystarczyło już tylko pozbierać robaki i iść na ryby. No i wreszcie nawiązując do tematu, kiedy miałem już te bambusowe wędki z kołowrotkami o stałej szpuli, to zmieniałem tam tylko swoje przypony z haczykami i nieraz zakładałem spławik, a nieraz rzucałem po prostu na grunt. Jeżeli chodzi o przynętę, to zawsze zaczynałem od małej kostki sera, natomiast do wody wrzucałem luźno nieco w górę rzeki kilka większych kostek, natomiast rosówki zakładałem tylko awaryjnie, kiedy ryby nie chciały brać na ser. Jeżeli chodzi o wyniki, to pomimo wcześniejszych prób z chlebem zdecydowanie bardziej skuteczny okazał się żółty ser. Rewelacyjnie szły do tego klenie, brzany, płocie, a nawet łowiłem na kostki sera ukleje, z tym, że brzany raczej brały z gruntu i muszę przyznać, że brań tych ryb bywało sporo, tylko nie zawsze w tych ciężkich czasach mi refleks dopisywał :blush: , a zacinać trzeba było natychmiast po braniu (tutaj mała podpowiedź odnośnie tematu JOKERA Cel-Brzana, o wspomnianym aromacie sera). Klenie płocie i ukleje przeważnie łowiłem na przepływankę, z tym, że zawsze na końcu mocno przytrzymywałem i czekałem kilkadziesiąt sekund, co też kończyło się często braniami. Najgorsze jest jednak to, że do dzisiaj nie wiem, czy to specyficzny aromat żółtego, taniego (bo to przecież było dla żołnierzy, a nie dla ludzi) sera prowokował do żerowania ryby na Nysie Łużyckiej, czy jak wspomniałem na początku brały, bo tylko to miały?
Przemo 1969 Pozna

O:Nietypowe i niestandardowe przynęty 02/20/2010 18:27 #2001


  • Posty:68
  • Krzysztof
  • ( Użytkownik )
  • Ukleja
  • Offline
Gdy ja zaczynałem swoją przygodę z wędkarstwem w latach 70 kostka żółtego sera (wcześniej moczonego w mleku dla większej plastyczności) była najlepszą i jak najbardziej zamierzoną przynętą na wiślane brzany. Przyłowem były duże leszcze. Im ser mocniej "pachniał" tym lepsze były efekty. Teraz chyba Sensas robi jakąś zanętę o takim serowym zapachu.
[b]Krzysztof - Okr

O:Nietypowe i niestandardowe przynęty 02/20/2010 19:14 #2002

  • atol_zch
  • ( Gość )
pamiętam jak ładnych kilka lat temu, podczas wyjazdu do rodziny w okolice Bochni kuzyn zabrał mnie na Rabę. Oczywiście był to mój pierwszy taki wyjazd na taką rzekę. Odcinek na którym mieliśmy łapać to płytka kamienista rzeka, o szybkim nurcie. Oczywiście jak to bywa przed wyjazdem wyprawa do sklepu wędkarskiego. Robaki, jakaś zanęta. Mieliśmy łapać bolonkami. Przyjechaliśmy nad wodę i zaczęliśmy łapać. Na haczyk zakładałem robaki, efektem był zerowy wynik. Po pewnym czasie zobaczyłem faceta, który szedł środkiem rzeki i miał pełną siatę świnek i kilka kleni. Lekko się zdziwiłem, ale zapytałem na co łapie a on, że na wiśnie czereśnie i porzeczki!!! Zdziwiło mnie to!!! ale jak się później okazało był to strzał w 10! Po rozmowie z miejscowym wędkarzem dowiedziałem, się , że dobrą przynętą na klenie jest filet z uklejki i żółty ser. Efektem po zmianie przynęty było kilka ciekawych ryb :) głównie kleni. Pewnie w tym temacie Astor może coś więcej powiedzieć. Pisząc to przypomniałem sobie jeszcze o programie w TV. Chłopaki łapali brzany w Wiśle. Nęcili żółtym serem w worku z kamieniami, który spuszczali na sznurku z nurtem ( był też o tym w gazecie , chyba WŚ). Łapali oczywiście na ser. Wydaje mi się, że takie nietypowe przynęty sprawdzają się głównie w rzekach gdzie występują brzany klenie, jazie. Pewnie też nie jeden karp pokusiłby się na taką przynętę. Ser i mielonka to bardzo aromatyczne i pachnące przekąśki dla ryb, a zarazem treściwe. Natomiast łapanie na owoce i kawałki warzyw tak jak marchewka to nic innego jak gra w kolory z rybkami. np wiśnie, czereśnie, śliwka i porzeczka sprawdzają się na klenia, jazia. Dodam tylko,że kiedyś gdy nie było takiego dostępu do tego co mamy dzisiaj w sklepach, były to według mnie podstawowe przynęty na duże ryby. Ciekaw jest co napiszą inni, pewnie będą to osoby starsze stażem i wiekiem , które miały większy kontakt z takim przynętami.

O:Nietypowe i niestandardowe przynęty 02/20/2010 20:14 #2006

W ubiegłym roku kolega opowiedział mi historię jaką miał na zakończenie sezonu. Podpatrzył miejscowego wędkarza jak łowił ryby ba zielony konserwowy groszek.
Gdy przyszły zawody, a ryby nie chciały brać wypróbował ten groszek. Jak się okazało całkiem skutecznie, gdyż zawody wygrał. Ja osobiście nie próbowałem, ale zapewne wypróbuję tego kilera.

O:Nietypowe i niestandardowe przynęty 02/20/2010 22:21 #2009


  • Posty:669
  • JOKER
  • ( Admin )
  • Administrator
  • Offline
Nietypową, niepopularną na zawodach a powszechnie znaną przynętą są larwy chruścika.

Sytuacja 1
Jakieś 3 lata temu mieliśmy zawody na starorzeczu Bugu. Na pinkę nic nie brało, na ochotkę dłubałem pojedyncze płotki. Wygrał wtedy mój serdeczny kolega. Łowił na kłódki płotka za płotką.

Sytuacja 2
Wędkowałem na Bugu prywatnie. Totalnie nic nie brało, pomimo solidnego nęcenia z robakami. Na haku wieszałem cuda. Różne kolory białych, gnojaki, castery, pinka, nawet dipować zacząłem. Bez efektów. W tym momencie przyszedł miejscowy wedkarz - emeryt, który spędza każdy dzień nad wodą. "Paaaaaanie, tera to biero tylko na kłódki!". Faktem jest że woda w ostatnich dniach przybrała, a co za tym idzie larwy spod brzegów zostały wypłukane. Zostawiłem sprzęt i poszedłem na pobliskie rozlewisko (bo w rzece już kłódek nie było). Znalazłem dwie... towar deficytowy. Ścisnąłem "domek", wyjąłem larwę i założyłem na hak. Przepuszczenie - ryba. Jaź. Druga kłódka - druga ryba - spięta. Dzień się kończył, spakowałem się i pojechałem do domu. Sprawa mnie jednak męczyła i następnego dnia zapakowałem malucha sprzętem i ruszyłem nad Bug. Po drodze zahaczyłem o zalane wyrobiska gliny. Brodziłem godzinę i... znów klapa. 3 (trzy) robaczki! Wpuściłem do słoika i ruszyłem nad wodę. Znów nęcenie, robactwo, wszystko jak powinno być. Ale znów przez półtorej godziny zero brań. Przypomniałem sobie o chruścikach, które zostały w samochodzie. Pierwsza powędrowała na hak. Skończyło się na tym, że 3 larwy przyniosły mi 3 ryby: 2 jazie i leszcza. Jednego jazia wziąłem na kolacje. Resztę uwolniłem. Okazało się że miał w sobie 2 całe larwy chruścika, połknięte razem z domkami.

Warto się czasem pomęczyć i poszukać. Tylko skąd brać to w ilościach mierzonych co najmniej na szklanki?
[color=#BF0000][b]"B

O:Nietypowe i niestandardowe przynęty 02/20/2010 23:49 #2011


  • Posty:483
  • Cz
  • Astor
  • ( Admin )
  • Moderator
  • Offline
JOKER napisał:
[...] Tylko skąd brać to w ilościach mierzonych co najmniej na szklanki?


Płytkie, wartkie strumyki. Pod korzeniami olch rosnących nad samym brzegiem.
Jak z tatą jeździłem na płocie na rzekę INĘ do Kamienie Pomorskiego - był to killer.
Warto było kilkanaście minut brodzić z wymarzniętymi dłoniami w zimnym strumyku. Nikt nie "doił" takich płoci co ja z tatą :)
[center][color=#800000][b]Grzesiek, Okr

O:Nietypowe i niestandardowe przynęty 02/21/2010 09:10 #2014

Krótko i zwiężle: połówka orzecha arachidowego.

Doskonała przynęta do selekcji dużych ryb karpiowatych, w sytuacji gdy w łowisku występują większe i mniejsze osobniki.


Kiedyś już o tym pisałem: lowisko.net/?test-zanety-karp-leszcz-jasny,28

O:Nietypowe i niestandardowe przynęty 02/21/2010 09:58 #2016

Zapewne wielu już stosowało to o czym napiszę , ale moim zdaniem są to ciekawe historie z mojego życia.
1.- dzieciństwo -jelce na Bystrzycy na koniki polne
2.- wczesna młodość - płocie na Bystrzycy i Czerniejówce na topiony serek (koniecznie w strzykawce aby nie wysychał)oraz kiełże rewelacja na płocie
3.- wczesna młodość -wiosenne płocie i jazie na klej Hermol zabarwiony na czerwono (zastępował niedostępną osławioną pastę znanej firmy Mystic )
4.- lata młodzieńcze -amury na Solinie na pływającą sałatę oraz pływające kwiatostany koniczyny (nęciło się też koniczyną ,którą wiatr i fala unosiła na wodę)
5.- ostatnie lata - łowienie w morzu Śródziemnym na wszelkie skorupiaki (rozbijane kamieniem na skałkach i zakładanie ich mięsko na haczyk)
6.- łowienie uklejek na maleńkie pływające kulki styropianu .
  • Strona:
  • 1
  • 2
Moderatorzy: Dorian, Astor, JOKER
Wygenerowano w 0.48 sekundy