Oglądałem ten filmik z Falsinim i wpadła mi do głowy myśl
Jacopo doneca tam w trakcie holu (nota bene warto by to było potrenować).
Mi przypomniało mi się co innego. Otóż często, przy donęcaniu z ręki, następuje branie. Wrzucamy kule, a w momencie gdy ona wpada spławik tonie, pomimo, że kula wpada pwiedzmy metr czy dwa od niego. Czyli nie ma mowy o fałszywym braniu, zwłaszcza, ze po zacięciu mamy na haku rybę.
Dotąd jakoś się nad tym nie zastanawiałem, ale wydawało mi się że że to przypadek, albo dziwiłem się jak to możliwie, że rybę do brania stymuluje plusk. Widziałem to tak, ze ryba zasysała robaka dokładnie w momencie wpadania kuli. Jak na komendę.
Jest jednak trzecia możliwość i aż się sobie dziwie, że dopiero wpadła mi do głowy. Ryba nie zasysa przynęty w momencie wpadania kuli. Ona jest przez kulę płoszona, a robaka zassała jakiś czas wcześniej! Stoi tylko nieruchomo i tyle, dlatego nie widać ruchu spławika.
Jaki z tego wniosek i po co to piszę?
Nasze zestawy nie pokazują wszystkiego. Stąd mamy brak brań a "wyssane robaki", "zdjęte robaki" a czasem "studnie" w łowisku, pomimo, ze coś tam jednak pływa.
Nie mówię tu tylko o zestawach rzecznych i innych raczej topornych. To samo dotyczy bajorowego łowienia płotek czy kanałowego dłubania.
W tym świetle wszelkie szklane i metalowe anteny, przypony 0,06, haki 24 itd znajdują większe uzasadnienie niż tylko poprawa samopoczucia zawodnika i jego wiary w sprzęt.
Jasne, że nie zawsze tak cienko trzeba, ale są sytuacje, gdy inaczej się nie da.