Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1

TEMAT: "Świeże" pieczywo we współczesnym wędkarstwie

"Świeże" pieczywo we współczesnym wędkarstwie 02/08/2010 00:08 #1649


  • Posty:194
  • Przemol7
  • ( Użytkownik )
  • Ploc
  • Offline
Ciągle chodzi mi po głowie zanęta, którą Grzegorz opisał w swoim poście dotyczącym czytania rzeki i łowienia tam na bolonkę. Jego 13 litrów chleba w zanęcie i wyniki osiągane (chociaż utajnione :dry: ) głównie przy połowie kleni skłoniły mnie do refleksji i wspomnień z początków mojej przygody z wędkarstwem i w nieco późniejszym okresie. W czasach, gdzie sklep wędkarski, to była wydzielona półka w dziale sportowym z żyłkami do wieszania bielizny i gotowymi zestawami nawiniętymi na drewniane klapki, z plastikowymi spławikami o wyporności melodramatu, obciążonych taśmą ołowianą i z haczykiem drucianym, który się wyginał przy próbie założenia robaka (czerwonego, bo białe wtedy były be i fuj), jednak chcąc złowić jakąś rybę trzeba było coś tam do wody wrzucić. No właśnie najczęściej brało się chleb, przeważnie już czerstwy i kładło do wody w siatce z drutu. Od czasu do czasu zamiast chleba wrzucałem w łowisko trochę pęczaku ręką (proca była wtedy dla urwisów) i ewentualnie ziemniaki, kiedy polowałem na karpie lub nic nie wrzucałem, kiedy nie było w domu zbędnego chleba , wtedy po prostu zarzucałem zestaw z przynętą i czekałem na branie. Wracając do chleba, namoczony w siatce był następnie poddany obróbce ręcznej wyciskania wody, a nieraz miękisz zawijałem w gazę i ugniatałem aż do powstania ciasta na haczyk. Następnie wrzucałem wyciśnięte kule w łowisko, z czego część tonęła, a część zjadały kaczki z powierzchni. A co ze skutecznością? Jasne, że ryby wpływały w taką zanętę, ale przecież nic innego je tam nie wabiło, więc trudno było coś porównywać. Nie mniej z czasem nastała era zanęt gotowych. Dominację wśród zanęt markowych, przynajmniej na Zachodzie Polski przejął Marcel van den Ende, a później poszło już szybko Kremkus, Still itd. W większości zanęt pieczywo jest podstawą i pewnie dlatego coraz rzadziej wędkarze stosowali chleb, chociaż większość z nich zaczęła przechodzić na zanęty gotowe bo łatwe, szybkie i przyjemne, a do tego skuteczne, chociaż nie aż tak często, jak teoretycznie powinny. No właśnie i oto kiedyś, po latach stosowania gotowców postanowiłem wybrać się na ryby z wędką spławikową. Niestety okazało się, że zostało mi jakieś 200g zanęty MVDE do feedera, więc zabrałem ze sobą kilka kawałków wysuszonego chleba (nie wiem po co ten chleb był w domu, konia przecież nie mieliśmy bo balkon był za mały). Zgodnie ze starą tradycją namoczyłem chleb we wodzie z łowiska, a ponieważ nie miałem wiadra, tylko małą miskę do zanęt koszyczkowych, wysypałem garść zanęty na mokry, piaszczysty brzeg, dodałem odciśnięty chleb, garść pęczaku i wymieszałem wszystko razem z tym piaskiem, który pod spodem był czarny od mułu. Po wrzuceniu większości towaru do wody zacząłem łowić, a pierwsze branie miałem po jakiś 15 minutach. I wiecie co, chociaż łowiłem na tym jeziorze od 15 lat, to nigdy nie złowiłem tam tyle ryb, co wtedy i chociaż podeszły same płocie, to nie było wśród nich drobnicy. Aha, moją przynętą był pęczak.
No właśnie i co dalej? Nic. Przecież moczenie chleba i dodawanie go do zanęty ogólnie wzbudzało szydercze uśmiechy i politowanie innych wędkarzy, bo to przecież już niemodne i wręcz wstydliwe, staroświeckie, komunistyczne. Teraz już mamy przecież nowoczesne wędkarstwo oparte na gotowych zanętach i łatwo dostępnych przynętach. A czemu by właściwie nie wrócić do chleba, nie tego zmielonego w zanęcie, czy bułki tartej kolorowanej, ale do zwykłego pszennego, moczonego lub ciemnego razowca?
A jak wygląda sprawa stosowania chleba w kraju zdominowanym przez mistrzów wędkarstwa spławikowego, czyli w Anglii. Pamiętam pierwsze kasety o tematyce wędkarskiej, w których występował John Wilson i zdziwienie moje i ojca, że takie piękne ryby wypuszcza z powrotem do wody (kiedyś uwędził złowionego pstrąga w wyrobisku pożwirowym, raz). W pamięci utkwiła mi jednak zanęta na lina, której bazą był właśnie chleb i kilka innych dodatków, ale co ciekawe, jak twierdził John zanęta była namoczona i odstawiona na parę dni, a gotowa do użycia pachniała winem własnej roboty. Nie muszę chyba dodawać, że Anglik złowił kilka pięknych linów, więc sfermentowana zanęta zrobiła swoje.
Kilkanaście lat temu ukazywały się tygodniki o nazwie „Przewodnik Wędkarski”, w których większość artykułów opierała się na nowoczesnym wędkarstwie angielskim, w tym o łowieniu na tyczkę. Artykuły były pisane w oparciu o uwagi i opisy wypraw wędkarskich znanych do dzisiaj zawodników z wysp. Wybrałem kilka opisów sesji wędkarskich, w których bazą zanęty był chleb.
1. Alan McAtee – reprezentant kraju i mistrz Europy z 1990 roku. Jego pierwsza wyprawa na łowisko w zalanej żwirowni w lipcu. Zanęta: 1 opakowanie zanęty Superlake, ćwierć opakowania Turbo i kilka garści wysuszonego i zmielonego pieczywa razowego, do tego po nawilżeniu 2 szklanki jokersa (na wszelki wypadek ma ze sobą jeszcze pół litra ochotki, pół litra joka, litr pinki, pół litra białych, pół litra casterów i kilka czerwonych robaków). Po wejściu w zanętę leszczy po każdym zarzucie nęci luźnymi poczwarkami. Wynik to 3 kg płoci i 6 kg leszczy (największy 1,36 kg).
2. Ken Collings – wyczynowiec, miał 80 zwycięstw w turniejach wędkarskich, pisze artukuły, a prowadzona przez niego drużyna wielokrotnie wygrywała ligę okręgową. Łowi na stawie w Liss (hrabstwo Hampshire) na początku zimnego grudnia. Zanęta: Sensas na rzekę plus zmielone ciemne pieczywo w proporcji 1:1, do tego garść zabarwionych na czerwono białych, rozproszona glinką ochotka oraz osobno wrzuca luźno poczwarki i białe. Zanętę słabo nawilża, za to mocno ugniata, żeby kule eksplodowały w drodze na dno. Wynik, to 12 kg ryb, w tym 20 grubych karasi, 20 płoci, 3 liny, 2 karpie, dwa okonie i wzdręga.
3. Keith Arthur – liczne zwycięstwa w mistrzostwach Anglii, reżyser i bohater filmów o tematyce wędkarskiej. Łowi na kanale Grand Union w końcówce grudnia. Zanęta: Zmiksowany biały chleb bez skórki (na rzekę zmiksowałby ze skórką), kupiony dzień wcześniej, gdyż rozpada się lepiej niż świeży, w tym wypadku rozmrożony i lekko dowilżony, osobno wystrzeliwuje konopie i castery z procy. Chleb podaje w formie ugniecionych kulek wielkości ping ponga kubkiem. Łowi na płatki wycięte z chleba i castery. Wynik to około 5 kg ryb w tym drobne i grube płocie, trochę kiełbi i okoni.
4. Paul Greest – znany angielski zawodnik, tak jak jego ojciec (?). Łowi w przyujściowym odcinku rzeki Adur w lecie. Zanęta: Sporo mielonego razowego chleba, po nawilżeniu dodaje białka jaj, żeby zanęta była bardziej twarda i zwarta. Wrzuca kule nafaszerowane sporą ilością białych i casterów. Wynik to duże leszcze i karpie (przynajmniej 5 dużych ryb), sporo jelcy, płoci, okoni i węgorzy, razem na pewno dwucyfrówka.
5. Mervyn Haskins – zwycięsca wielu zawodów, rekordzista, który w ciągu 4 godzin złowił 51,8 kg leszczy mając 4 kromki chleba. Łowi na rzece Avon (tej od spławików) odległościówką chyba późną jesienią. Zanęta: miąższ z ciemnego chleba z casterami w kulkach wielkości piłki golfowej oraz osobno castery i białe, w tym barwione na czerwono. Na haczyku najpierw kawałki chleba, a później przechodzi na robactwo. Wynik to kilka sporych kleni i jelce, chociaż liczył jeszcze na leszcze.
6. John Bailey – znany wędkujący pisarz artykułów poświęconych wędkarstwu, łowca sporej ilości ładnych okazów. Łowi w rzece Wensum, w środku jesieni na odległościówkę. Zanęta: rozgnieciony chleb formowany w małe kulki, które rozpadają się w drodze na dno, zostawiając smakowitą smugę. Łowi na płatek chlebowy. Wszyscy Anglicy łowiący na płatek chlebowy strzepują go na końcu spływu. Łowi kilka kleni, jelca 0,25 kg oraz płocie w tym jedną 0,45 kg.
7. Cliff Prophet i Lew Nightingale – wędkarze bez rekomendacji. Łowią na łowisku Wallers, na jednym z kanałów hrabstwa Essex, odległościówką w połowie lipca. Zanęta Cliffa: zmielony razowy chleb plus firmowa mieszanka na kanały w proporcji 1:1, do tego białe i pinki; zanęta Lwa: ciemne pieczywo plus Sensas Magic, do tego dużo pinki i poczwarek. Wynik Cliffa to 6,3 kg leszczy i płoci, a Lwa to 5,4 kg, w tym dwukilowy leszcz i klika węgorzy.

Ponadto w różnych artykułach tego tygodnika znalazłem klika sprawdzonych przepisów na różne ryby. Na leszczową zanętę na przykład zalecają do rekreacyjnego łowienia zastosować 2-3 kg czerstwego pieczywa razowego, do tego słodkie, aromatyczne dodatki (np. cukier waniliowy) plus firmowe dodatki na leszcze i w to jeszcze pinka i białe. Do łowienia wzdręg najlepszą przynętą jest skórka chleba lub miękisz, a na zanętę proponują mieszankę tartej bułki i mielonego chleba z dodatkiem pływających poczwarek. Natomiast według tego tygodnika przynętą numer jeden na płoć jest chleb w postaci płatka miąższu, ciasta lub krążka wykrojonego wycinakiem. Nie czytałem wszystkiego (6 segregatorów), ale z tego co widać powyżej zanęta i przynęta na bazie chleba na pewno sprawdza się też na klenie i na pewno na karpie i tylko szkoda, że w Anglii nie ma jazi, bo może też dałoby się je łowić i wabić chlebem?
Aby już skrócić Wasze męki ciekawy jestem, czy we współczesnym wędkarstwie wyczynowym znalazło się miejsce dla chleba zarówno białego, jak i dla ciemnego razowego, którego Anglicy stosują z upodobaniem przeważnie w proporcjach 1:1 z zanętami firmowymi? Czy któryś z Was wzorem Grzegorza i za przykładem zawodników brytyjskich przetestował odchodzące w niepamięć, kupione w piekarni i odpowiednio (z głową) przygotowane pieczywo na treningu lub na zawodach? A czy macie doświadczenie z chlebem razowym u nas jakby mniej popularnym? Wiem, że w firmowych zanętach znajduje się zmielone pieczywo i że można dać bułkę fluo, ale musicie przyznać mi rację, że przygotowana zanęta w sposób angielski, czy Grzegorzowy (opis zanęty kleniowej znajduje się w poście Grzegorza w „Metody i taktyki” i w temacie „Czytanie rzeki, czyli gdzie szukać ryby”) jednak zupełnie inaczej będzie wabiła ryby niż zanęta paczkowana. A może jest to Wasza tajna broń? Co o tym sądzicie i jakie macie współczesne doświadczenie?
Przemo 1969 Pozna

O:"Świeże" pieczywo we współczesnym wędkarstwie 02/08/2010 10:14 #1652

  • roach
  • ( Gość )
Pamiętam kilka lat temu łowiskiem była Warta.
Ja i mój wuja który odszedł z tego świata w ostatnią Wigilie (rak) łowiliśmy na taką mieszankę.
Traper feeder + traper leszcz + namoczony chleb (tak dużo żeby tylko kule się dało zrobić) do tego troche robactwa - pinka,to obciążone żwirem sklejone klejem lorpio i podchodziły takie leszcze że w takiej ilości do dziś nie widziałem.
Oczywiście zanęta z chlebem przetarta przez sito :D
Wuja uważał na podstawie swoich doświadczeń a parę już latek wtedy łowił że chleb doskonale działa na ryby czy to rzeka czy jezioro.
Zamierzam w tym roku do tego powrócić podczas prywatnych ryb.
Chleb jest takim dodatkiem który prędzej pomoże niż zaszkodzi co pokazują opisy Grzegorza czy Przemka.
Uwalniające się "drobinki" chleba dobrze wabią ryby nawet z większych odległości.
Zamierzam w tym roku trochę więcej czasu poświęcić Warcie i na pewno będę próbował z tym chlebem.
Czasem za bardzo kombinujemy a proste rozwiązania mamy pod nosem tylko z nich nie korzystamy..
Ostatnio zmieniany: 02/08/2010 10:18 przez .

O:"Świeże" pieczywo we współczesnym wędkarstwie 02/08/2010 10:23 #1653

Twoje rozważania nad pieczywem , podzielę na trzy części z uwagi na trzy różne aspekty tego tematu.
Zapewne część z kolegów słyszała lub zastosowała jako nawilżenie suchej mieszanki zanętowej piwo . Opis był zawsze podobny -ale połowiłem.
Wszelkie procesy fermentacyjne powodują wytwarzanie drożdży - grzybów . Te z kolei zawierają w dużych ilościach witaminę B bardzo przyswajalną i przeciwzapalną . Przykład penicyliny jest tu najodpowiedniejszy. Zwierzęta i ryby również w naturalny sposób wybierają taki rodzaj pokarmu w którym jest duża zawartość wspomnianej witaminy - czyli naturalnego środka przeciwzapalnego. Przykładów można by mnożyć podam kilka :
-podawanie kiszonki bydłu hodowlanemu
-pojenie cieląt serwatką
-stosowanie przez karpiarzy drożdży piwnych
Tu tkwi cała tajemnica- najchętniej podfermentowaną zanętę pobierają leszcze , karpie , krąpie i duże płocie.
Teraz o pieczywie . Zawarte -jak słusznie Przemek zauważył jest w każdej zanęcie i w ilościach powyżej 50% z uwagi gdyż stanowi bazę czyli budulec zanęty . Czasami w postaci suchara mielonego , bułki tartej a w większości przypadków kupionej w sklepie bułki tartej , która zawiera zawsze większą część chleba czerstwego zmielonego.
Nie wszystkie wytwórnie zanęt mają aspiracje produkowania zanęt zawodniczych , wysoko przetworzonych oraz zawierających egzotyczne dodatki. Większość producentów ustawiona jest pod zarobek na przeciętnej jakości zanętach i kieszeń pospolitego wędkarza.
Z tego oto wynika fakt ,że pieczywo tam zawarte to nic innego jak odebrana w piekarni mieszanka chleba i bułki zwana potocznie ,,bułką tartą".
Trzeci aspekt to rozróżnienie wędkarstwa wyczynowego od rekreacyjnego. Zawodnik otrzymuje na zawodach odcinek 10 - 12 metrów brzegu , na którym powinien osiągnąć jak najlepszy rezultat , przeszkadza mu w tym konkurencja siedząca po prawej i lewej stronie . Ich zamiary są takie same złowić jak najwięcej . Tu pojawia się problem samym chlebem z odrobiną jakiejkolwiek markowej zanęty nie osiągniemy sukcesu .
W okresach gdy ryby nie pobierają zanęty ,również nie mamy co liczyć na wynik.
W wędkarstwie rekreacyjnym siada się tam gdzie dusza zapragnie a zwłaszcza na tzw. karmnikach . Miejscach bardzo często odwiedzanych przez wędkarzy lub naturalnych siedliskach ryb i tam wystarczy czasami moczony chleb z płatkami i cukrem wanilinowym .
W jednych z mistrzostw świata gdzie występowałem w roli trenera , zawodnicy nie wrzucili do wody ani grama zanęty spożywczej ani też gliny czy ziemi. Wyniki były po 7- 10 kg na wygranie sektora.
Rozważania na temat chleba pozostawił bym w temacie zanęty popularne , nie ma to nic wspólnego z wyczynem przez duże ,,W". Ale temat jest bardzo ciekawy.I niektórym kolegom przyda się odrobina dodatkowej wiedzy.

O:"Świeże" pieczywo we współczesnym wędkarstwie 02/08/2010 16:06 #1656


  • Posty:54
  • Grzegorz
  • ( Użytkownik )
  • Ukleja
  • Offline
Brawo przemol7 za podjęcie tego tematu. Mam w tej sprawie trochę do powiedzenia, a wynika to z mojego kilkuletniego doświadczenia zanęcania chlebem ( nie mam na myśli nęcenia w dzieciństwie). Nie nęcę chlebem, dlatego żem biedny ( nie jestem biedny, tylko pieniędzy nie mam), ale dlatego, że zanęta stosowana przeze mnie w zupełności wystarcza na Odrę. Odkryje rąbka tajemnicy, aby być bardziej wiarygodny. Ja na swoją zanętę z chleba łowię kleni po … sztuk na jedną zasiadkę, która liczy średnio 3-4 godziny i nie są to wcale pikusie. Jeśli złowię ich kilka ( 2 do5) uważam ten dzień za porażkę. Spinningowcy, których widzę często na główkach, nie mogą poszczycić się dziennie takimi wynikami, więc uważam dalej, że chleb zasługuje na poświęcenie mu więcej uwagi niż tylko chwile. Poza tym moi koledzy z koła łowią klenie tylko w okresie dojrzewania wiśni, ale na haku mają niewiele, bo po kilka. Wysunę tezę, że jest pilna potrzeba przywrócenia należnego chlebku miejsca w wędkarstwie. W końcu to dar Boży. Dlaczego uważam, że chleb musi być skuteczny? Skoro jemy go my i nam smakuje, zje go i ryba, ( ale to my modlimy się o niego), która niekoniecznie musi się dostosować do chemii. Gdyby też wziąć to wszystko na chłopski rozum- człowiek jak jest głodny zje wszystko. Ryba jak będzie głodna też zje wszystko ( kilka razy złowiłem okonia na kukurydzę). Może to za prozaiczne rozumowanie, ale prostota jest najlepsza.
Chleb skutecznie wyeliminowało z wędkarstwa nasze podejście do niego, uważamy go za zbyt ubogi, zastępując to aromatycznymi gotowcami, nieraz pędzonymi chemicznie (również tak jak chleb ). Wystarczy zwrócić uwagę, co my jedliśmy za komuny, a co teraz, jak bardzo zmieniła się żywność. I chociaż na początku przemiany demokratycznej zachłysnęliśmy się pędzonymi sztucznie szynkami i kiełbasami, to teraz tęsknimy do tradycyjnych metod produkcji żywności. Nie inaczej musi być z chlebem dla ryb. Chleb to chleb. Jeśli w zanęcie będzie nie przyprawą, ale głównym składnikiem, budulcem, surowcem, z którego można zrobić różne dania -sukces więcej niż pewny. Tak jak z mięsa wyjdzie kotlet – mielony, schabowy, pulpet, pieczeń itp, itd. Problem polega tylko, aby trafić z chlebem w rybie gusta.
Poza tym nie na darmo jego skuteczność opisana jest w starszych czasopismach wędkarskich, gdzie o dzisiejsze zanęty niektórym się w tamtych czasach nawet nie śniło. Ciekaw jestem bardzo jak chleb wypadłby na tle konkurencji. Szanowny Pan Darek Ciechański z powodu długoletniej praktyki opisał możliwości chleba na zawodach, ale ja może pokuszę się kiedyś o sprawdzenie. Moim skromnym zdaniem jest warte to ryzyka. Na pewno niewielu doświadczonych zdobyłoby się na przetestowanie na zawodach mieszanki chlebnej z Sensasem z prawej i z Marcelem po lewej u konkurenta. Ale jak to w życiu bywa, nie samą zanętą wygrywa się zawody. To dałoby jakieś porównanie możliwości chleba.
Opisałem w swoim doświadczeniu z chlebem (w innym poście), że do tak przygotowanej zanęty, słabo wchodzą leszcze. Dziś wiem, że błąd na pewno nie polegał w chlebie, ale prymitywnym sposobie podawania. Moją zanętę wystarczyłoby odpowiednio podrasować glinami i nie tylko, a sukces przynajmniej 20% większy. Wtedy można osiągnąć efekt w postaci dywanu, który lubią leszcze. W końcu z chleba też może wyjść niezły kotlet.
W moim przypadku mogę sobie na chleb pozwolić, ponieważ mieszkam blisko piekarni, a w niej za 10 zł zaopatruje się w worek (od kartofli), który się nie sprzedał. Taki worek starcza mi spokojnie na 4-5 razy, ale wcześniej, aby nie spleśniał muszę go wysuszyć.
Zauważyłem, aby chleb był skuteczny i najlepiej pracował, trzeba go wcześnie namoczyć przynajmniej kilka godzin przed łowieniem, aby dobrze namókł. Ze swojej strony zachęcam do przetestowania mieszanki z chleba na łowieniu rekreacyjnym. Ja z chlebem nie mam zamiaru się rozstać, a stosuję go z 7 na 10 zasiadek. Wynika to z mojego podejścia do nowych możliwości, ponieważ jestem tradycjonalistą i z dużą ostrożnością podchodzę do tego, co nowe, gdy po drodze mam już coś sprawdzone. Ale o tym jak chcemy łowić powinno decydować łowisko. Nieraz pokora powinna skierować nas na chleb, a nieraz z pewnością go wykluczyć. Pozdrawiam

O:"Świeże" pieczywo we współczesnym wędkarstwie 02/08/2010 19:32 #1658

  • Jarek
  • ( Gość )
Chleb zawsze mi towarzyszył w łowieniu rekreacyjnym. 30-35 lat temu na Skawie siatka z chlebem i kamieniami przywiązana do nogi na sznurku to była jedyna zanęta na duże świnie. Był też jedyną zanętą z płatkami owsianymi i cukrem waniliowym do obklejania sprężyny na lechole lub jako zanęta na łódce. Teraz ciemne mielone pieczywo jest wypełniaczem moich zanęt w 50% na wszystkie karpiowate w rzekach i bajorach. Wielu moich znajomych gumofilców robi zanęty specjalnie tydzień wcześniej aby przykisły a często się zdarza, że jadąc a ryby z marszu, nad brzegiem szuka się resztek pozostawionej zanęty. Ale nigdy nie na zawodach, bo takie zanęty nie maja nic wspólnego z wyczynem.
  • Strona:
  • 1
Moderatorzy: Dorian, Astor, JOKER
Wygenerowano w 0.77 sekundy